
Gunilla szukała kogoś, kto byłby jej bardziej ojcem niż kochankiem. Tego jednak nie rozumiała ani ona, ani Erland.
– Niedługo wyjeżdżam – oznajmił dość niepewnym głosem.
– Wyjeżdżasz? Ty? Dokąd?
Wyprostował się z dumą.
– Będę przydzielonym żołnierzem.
– Co to znaczy?
– Nie wiem – odparł, położywszy uszy po sobie. – Ale pan na dworze powiedział, że mam jechać do regimentu smalandzkiego w Eksjo. Daleko…
Gunilla, słysząc tę nowinę, zaniemówiła.
– Czy długo cię nie będzie? – zapytała w końcu.
– Nie wiem – odparł żałośnie. – W wiosce naśmiewają się ze mnie, mówią, że nigdy nie będzie ze mnie mężczyzny. Powiadają, że właśnie dlatego pan wysyła mnie do wojska, bym nabrał hartu. Żołnierka to próba charakteru.
Milczała, bo sama trochę się z tym zgadzała.
– Mówią, że dostanę zagrodę – powiedział bezradnie. – Niedługo.
– Ale z kim ja się będę bawić? – wyrzuciła z siebie. – Jeśli ty wyjedziesz?
Erland nie słuchał. Wpatrywał się w dziewczynę z żarliwym uwielbieniem.
– Jesteś taka śliczna, Gunillo!
– Nie zaczynaj znów z tymi głupstwami!
– To wcale nie głupstwa! Czy… czy ty nigdy…?
– Co takiego?
Jej ostry ton odebrał mu całą odwagę. Ręce, które w jej obecności poruszały się jak skrzydła wiatraka, nagle zwisły wzdłuż boków.
– Nie, nic.
– Nie stój tak jak ofiara, taki spłoszony! Co chciałeś powiedzieć?
– Posłuchaj, Gunillo, usiądź na chwilę.
– Nie mam czasu – odrzekła Gunilla. Usiadła jednak na trawie, troskliwie omijając kępkę fiołków.
Erland ułożył się tuż przy niej i wsparłszy się na łokciu, obserwował ją w milczeniu.
Dziewczynę ogarniała coraz większa irytacja.
– Co takiego chciałeś mi powiedzieć?
