
– Wiesz, urosły mi włosy na klatce piersiowej.
– Oszukujesz! – wykrzyknęła, utrzymując ton dziecinnych kłótni.
– To prawda! Sama zobacz!
Zanim zdążyła go powstrzymać, rozsznurował koszulę i z dumą odsłonił blady, chudy tors.
– No i gdzie są? – bezlitośnie zapytała Gunilla.
– Naprawdę nie widzisz? Tutaj… Gdzie one się po działy… O, są! Spójrz, tu!
– Imponujące, doprawdy – powiedziała sucho na widok dwóch prawie niewidocznych włosków na środku klatki piersiowej. – Ohydne!
Erland, zgnębiony, zasznurował koszulę.
– A czy ty już dostałaś…?
– Ooo, to nie twoja sprawa!
– Przepraszam, nie chciałem!
Gunilla przez chwilę wpatrywała się w niego, po czym przepełniona odrazą zerwała się z ziemi.
– Do licha, jaki ty jesteś obrzydliwy! Jedź sobie do tego swojego wojska i nigdy tu nie wracaj!
Erland poderwał się niemal równie szybko.
– Gunillo, poczekaj, nie będę już mówił takich rzeczy, obiecuję!
– Puść mnie! – prychnęła jak kotka, usiłując wywinąć się z uchwytu mocnych dłoni, przytrzymujących ją za ramię. – Idę do pana pisarza załatwić sprawę dla ojca. Pan pisarz jest dużo milszy od ciebie, ty jesteś raki głupi, głupi, głupi…
– Ten stary dziad? – powiedział Erland z powątpiewaniem w głosie. – Nie możesz porównywać mnie z nim!
– On wcale nie jest dziadem!
– Właśnie, że jest!
Znów trafił w czułe miejsce! W obawie, że zaraz przestanie z nim rozmawiać, szybko zmienił temat.
– Gunillo, czy to prawda, że twój ojciec słyszał jakieś dziwne dźwięki dochodzące od strony piasków?
Nadal trzymając go na odległość wyciągniętej ręki, odparła buńczucznie:
– Phi, tamto? To przecież było zimą albo wczesną wiosną.
– A czy później już nic nie słyszał?
Gunilla zastanowiła się.
– Może i tak. Szeptał o czymś z matką, nie wiem dokładnie, co mówili, ale sądzę, że rozmawiali o tych dźwiękach.
