Była tego w pełni świadoma. Karl nazywał ją ladacznicą, dziwką, rozpustnicą i wszelkimi temu podobnymi określeniami, będąc jednak przekonanym, że są to jedynie puste słowa. Tak naprawdę nigdy nie żywił wobec niej podejrzeń, przeświadczony o uwielbieniu, jakim żona nadal go darzy. Nie wiedział nic o gorących chwilach rozkoszy, których doznawała w stodole w objęciach wędrownych handlarzy starzyzną i innych niebieskich ptaków, podczas gdy on był na służbie w Bergqvara.

Ebba nie przejmowała się, ile z tego wie córka Gunilla, a może raczej należałoby powiedzieć, że wolała sobie tego nie uświadamiać. Wymykając się na miłosne schadzki z innymi mężczyznami, starała się jedynie zachować jak największą ostrożność. Wygodnie jej było trwać w przekonaniu, że córka nic nie pojmuje.

Nigdy nie próbowała sprawdzić, jak jest naprawdę. Sama zakładała sobie klapki na oczy.

Przyciągnięty widokiem sylwetki, rysującej się na tle okna, Karl podniósł się ciężko i podszedł do żony.

– Popatrz na nią, Karlu! – Ebba szturchnęła męża łokciem. – Tylko spójrz! Znów się zamyśliła! Stoi tak, zapatrzona w zachodzące słońce, zamiast pozbierać skopki.

Karl mocno złapał żonę za ramię akurat w chwili, gdy już miała ostrzegawczo zapukać w szybę.

– Zostaw ją! Sam się nią zajmę, kiedy wróci do domu! Próżniaczka!

Ebba z miejsca pożałowała, że ściągnęła uwagę męża na córkę.

– Nie, Karlu, nie trzeba! Przecież ona nic złego nie ma na myśli. Uważam, że jest zdolna i pracowita. I czy nie jest nam posłuszna? Czy nie starała się i nie trudziła już jako pięciolatka, by spełniać nasze życzenia? Cóż szkodzi, że czasami się zamarzy? Musimy to przyjąć.

Szorstka od pracy dłoń Karla przesunęła się po pośladkach Ebby. Powoli wyczuwała jej kształty pod suknem.

– Jest bardzo rozpieszczona – syknął przez zęby. – Zapatrzona w siebie, wmawia sobie nie wiadomo co. To twoja wina, ciągle się nią zachwycasz, czeszesz i ubierasz w wyzywające stroje. Grzeszna, ziemska próżność!



8 из 181