
– Tak mi przykro – wyznała łamiącym się głosem.
– Zaczekam na razie z wykładem na temat bezpiecznej jazdy – oznajmił krótko. – Czy sala operacyjna już gotowa? – zwrócił się do stojącej obok pielęgniarki.
– Sala operacyjna? – powtórzyła Cari.
– Musimy co nieco posklejać – odpowiedział poważnie.
– Czy mam złamaną miednicę? – spytała niepewnym głosem.
– Tak, ale nie wygląda to tak źle. Zrobiliśmy już prześwietlenie. Obejdzie się bez nastawiania kości, trochę jednak potrwa, zanim się zrośnie. Proszę się nie bać – dodał, widząc jej przerażenie, i położył rękę na jej ramieniu. – Nic się pani nie stanie pod naszą opieką.
Uśmiech rozjaśnił przy tym jego twarz. Podziałało to na nią kojąco. Oczy ich się spotkały i Cari natychmiast się uspokoiła, zapominając o strachu. Blair spoważniał po chwili i stał tak przez dłuższy czas, nie mogąc oderwać od niej oczu. Niespodziewanie drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł młody człowiek ubrany w biały kitel lekarski.
– To doktor Rod Daniels – odezwał się Blair, niechętnie odwracając od niej wzrok. – Pani ziomek – dodał. Spojrzała na przybysza nieco onieśmielona.
– Zgadza się – przytaknął Rod Daniels. – Ja także jestem Amerykaninem. Pochodzę z Nowego Jorku.
– A ja jestem z Kalifornii – wyszeptała słabym głosem Rod uśmiechnął się do niej, a potem spojrzał na Blaira.
– Jestem gotów – powiedział.
Blair zaczął napełniać strzykawkę i znowu uśmiechnął się do Cari.
– Musimy panią teraz uśpić – oznajmił. – Najwyższy czas.
ROZDZIAŁ TRZECI
Przez następne dni leżała półprzytomna i oszołomiona. Znajdowała się pod wpływem leków i wszystko widziała jak przez mgłę. Czuła przy sobie przez cały czas obecność Blaira Kinnane'a, widziała jego zatroskaną twarz, pamiętała dotyk delikatnie badających ją rąk. Słyszała głosy pielęgniarek, a także rozmowy, których nie rozumiała.
