Właściwie wystarczyła jej sama jego obecność. Zupełnie przestała się bać i spokojnie czekała na to, co będzie dalej. Skoro on był na miejscu, wszystko musi się dobrze skończyć. Śmiała się potem ze swej dziecinnej naiwności, ale wtedy, gdy leżała ranna we wraku samochodu, czuła, że nic jej już nie zagraża.

Wydobyto ją w końcu z fotela. Leżała chwilę na noszach w palących promieniach słońca i uśmiechem próbowała podziękować tym wszystkim, którzy ją ratowali. Zapadła potem w sen i nie pamiętała nic z lotu do Slatey Creek ani z jazdy karetką z lotniska do szpitala.

Obudziła się w izbie przyjęć i rozejrzała ciekawie wokół. Zawsze to ona przyjmowała pacjentów; po raz pierwszy znalazła się teraz w roli pacjentki.

Tuż obok niej stał Blair Kinnane. Sprawdzał właśnie monitory. Przy nim można się czuć bezpiecznie, uznała. Z trudem zbierała myśli. Nocne przejścia, szok nimi spowodowany, ból i leki uspokajające pozostawiały ją w stanie oszołomienia. Blair spojrzał właśnie na nią z uśmiechem.

– Cari? Już jest pani przytomna? – zapytał.

– Skąd pan wie, jak się nazywam? – wyszeptała z trudem. Pokazał na biurko. Leżała tam jej torba podróżna, a obok cała jej zawartość.

– Zajrzeliśmy do środka – tłumaczył. – Pani nie była w stanie udzielić nam informaq'i.

– A… co się właściwie stało?

– Najechała pani na kangura. Czy nic pani nie pamięta? Zastanawiała się chwilę.

– Czy… go zabiłam?

Zupełnie niespodziewanie dla niej samej wydało jej się to niezmiernie ważne. Przytaknął.

– Chyba zginał na miejscu – powiedział. – W dodatku pani też się omal nie zabiła. Niewiele brakowało. Musiała pani szybko jechać.

Czuła wyrzut w jego głosie. Przypomniały jej się w tej chwili wszystkie kangury, które widziała ostatnio, i na myśl, że jest winna śmierci jednego z tych wspaniałych zwierząt, zrobiło jej się bardzo smutno. Czuła, jak po policzkach płyną jej łzy.



9 из 120