Przez dłuższą chwilę patrzył na jej pokiereszowaną twarz.

– Wierzę pani – powiedział cicho, a potem wyszedł.

Minął jeszcze tydzień, zanim Cari poczuła się naprawdę lepiej. Rany się goiły i obniżono jej nawet dawki środków przeciwbólowych. Rozmowy z doktorem Kinnane'em były zwykle krótkie i napięte. Czuła, że nie akceptuje jej i byłby bardzo zadowolony, gdyby poleciała do Perth.

W szpitalu panował duży ruch. Było tam tylko dwadzieścia łóżek, a pacjenci często się zmieniali. Ona sama leżała w dwuosobowym pokoju i bardzo szybko poznała cały personel. Zaprzyjaźniła się zwłaszcza z Maggie i doktorem Rodem Danielsem, który chętnie przy niej przesiadywał. W miarę, jak znikała z jej twarzy opuchlizna, zaczął dostrzegać jej niezwykłą urodę.

– Z której części Kalifornii pochodzisz? – zapytał kiedyś.

– Nie bardzo mam ochotę o tym opowiadać. A dlaczego ty tu przyjechałeś? – zmieniła szybko temat.

– Szukałem wrażeń – odparł zrezygnowanym głosem. -Wyobrażałem sobie zawsze, że praca w australijskim pogotowiu będzie wielką przygodą. No i co? – spytał, rozkładając ręce. – Podpisałem umowę na dwa lata, posadzono mnie przy nadajniku radiowym i zajmuję się dokładnie tym samym, czym zajmowałem się przez całe życie, a co gorsza na ogół nie widzę nawet pacjenta, tylko wysłuchuję na odległość, jakie ma objawy.

Spróbowała zmienić pozycję, czuła się bowiem zdrętwiała.

– Ciągle boli? – spytał z troską w głosie. – Może coś ci przyniosę?

– Dziękuję. Doktor Kinnane już mi proponował. Wolę trochę pocierpieć, ale mieć za to jaśniejszą głowę.

Gdy Rod wyszedł, próbowała zasnąć, lecz nic z tego nie wyszło. Po raz pierwszy od chwili wypadku zaczęła myśleć o przyszłości. Niedługo spróbuję wstać, pomyślała. Zacznę chodzić po szpitalu. Za parę tygodni mogłabym wrócić do domu, gdybym tu miała dom. Oczywiście nie samochodem. Na to trzeba będzie zaczekać jeszcze kilka tygodni. Kto to zresztą wie? Może nawet miesięcy.



15 из 120