Jednak jej odpowiadała rutyna, wypracowana przez lata, sądziła, że to dobrze, że są razem tak długo. Dawało to poczucie bliskości i pewności co do partnera. Wiedzieli, jak się za siebie zabrać, gdzie pocałować. W dodatku spokój małżeńskiej sypialni był ich spokojem, ich intymną bliskością. Ewa nie potrzebowała dodatkowych doznań czy podniet, ani ekwilibrystycznych wygibasów. Jednak dla Tomka gotowa była uprawiać miłość nawet w samochodzie w lesie. W końcu, czyż nie tak robią nastolatki? Ale Ewa już od dawna nie była nastolatką i nie widziała większego sensu w urozmaicaniu ich małżeńskiego pożycia przy pomocy stresujących wypadów do lasu. Jej faktycznie wystarczała sypialnia i wieczorowa pora, która w dodatku z uwagi na dzieci i tak była jedynym możliwym wyborem.

Spędzili kilka całkiem upojnych godzin w samochodzie. Wrócili późno do domu.

– Kładź się spać, Ewuniu – zaproponował Tomek. – Nic już dzisiaj nie rób.

Na drugi dzień, po jej powrocie z pracy, mąż wszczął Ewie awanturę.

– Na twoich talerzach w zlewie można znaleźć jadłospis z całego minionego tygodnia! – wyjął łyżkę ze zlewu. – Proszę bardzo! Sos! Kiedy to jedliśmy sos? – udał wielkie zamyślenie – Przedwczoraj? – Rzucił łyżkę na stos brudnych naczyń.

– To są tak samo twoje talerze – próbowała tłumaczyć.

Tomek nie słuchał. Wyszedł z domu, zamykając z trzaskiem drzwi.

Po chwili Ewa usłyszała zapalający się silnik samochodu. Rozpłakała się. Wiedziała, że mąż wróci w najlepszym przypadku koło północy. Pewnie znowu coś mu nie wyszło w interesach, pomyślała. Zawsze się tak zachowywał, gdy brakowało mu pieniędzy. A przecież mógłby się przed nią otworzyć, zwierzyć ze swoich zmartwień, przecież była jego żoną. Ostoją pełną ciepłą, kochającą i gotową kochać jeszcze mocniej. Czuła się strasznie wobec tej jawnej niesprawiedliwości z jego strony.



7 из 307