
– Tak jak tobie, rozumiem. Nie mam nic przeciwko temu – mruknęła, ujmując ostrożnie kamień w drżące dłonie.
Kula natychmiast zaczęła wysyłać na pokój piękne, tęczowe fale chybotliwego światła. Theresa nie czuła się tym zaszczycona, raczej odczuwała lęk. Odłożyła kamień, lecz on nie przestawał się mienić, na pokrytych boazerią ścianach tańczyły czerwonawe refleksy.
– Dolg, ten kamień jest przecież niebezpieczny!
– Władza nie jest niebezpieczna.
– No, nie wiem. Pomyśl, co mogłoby się stać, gdyby klejnot dostał się w nieodpowiednie ręce! Widzimy przecież, że na tobie zdążył już odcisnąć piętno.
– I ja to wiem – odparł Dolg krótko. – Ufam jednak, że potrafię panować nad siłą, jaka z niego na mnie spływa.
– Jestem pewna, że potrafisz.
Dolg był teraz taki dorosły i stanowczy, taki poważny i mądry, budzący zaufanie, choć przecież jeszcze taki młody. Nikt by nie pomyślał, że ma niewiele ponad dwadzieścia lat.
Theresa ponownie ujęła kamień. Wszyscy czekali w milczeniu, gdy obracała go powoli i oglądała, unosząc w górę ku światłu wielkiego żyrandola. Ciepły blask kamienia pulsował w pokoju tak mocno, że Theresa przestraszyła się i chciała go ponownie odłożyć. Móri ją jednak powstrzymał.
– Nie przejmuj się tym promieniowaniem, Thereso! Odwróciła się do niego.
– Ale ja odbieram je jako ostrzeżenie.
– Obserwowaliśmy to już przedtem i nic złego się nie stało. Nie przeszkadzaj sobie.
Bardzo niepewnie podjęła oględziny kamienia. Po chwili rzekła z wahaniem:
– Nie jest to też rubin. Zbyt ciemny jak na to. A więc ani granat, ani rubin. I absolutnie nie karneol. To jest korund, należący do tej samej grupy, co rubiny i szafiry. Ale nigdy nie widziałam niczego podobnego.
Opuściła ogromną kulę i wpatrywała się w nią uważnie.
– Drodzy przyjaciele! Mnie się wydaje, że mamy oto do czynienia z kamieniem szlachetnym, jakiego ludzkość do tej pory nie znała. Nie wiemy więc również, jakie są jego właściwości.
