
Zaległa głęboka cisza. Ci wszyscy, którzy jeździli na Islandię, sami już wcześniej doszli to takiego wniosku.
– Myśli mama, że pochodzi on z innej gwiazdy? – zapytała Tiril.
– Albo z głębin ziemi – odparła księżna. – Urielu, a co ty na to powiesz? Wiesz może coś na ten temat? Z żalem potrząsnął głową.
– Nie, on wie tylko co nieco o Blitildzie – wtrąciła Taran złośliwie, ale zaraz dodała: – Wybacz, Uriel, skończyliśmy już z nią.
– Ostatecznie!
Theresa zwróciła kamień Dolgowi i tęczowe promieniowanie ustało.
– Żałuję, ale nie jestem w stanie nadać mu imienia. Myślę, że możemy go nazywać po prostu „czerwony kamień”. Taran natychmiast wystąpiła z własną propozycją. – Czy nie moglibyśmy go nazywać grabinen? – zapytała.
– Albo runaten – wtrącił Villemann, który zawsze podążał myślami za rozumowaniem siostry. – Myślę zresztą, że Cień powinien coś w tej sprawie wiedzieć.
Dolg uśmiechnął się krzywo.
– Cień mówi wyłącznie to, co sam chce. A akurat w tym przypadku nie chce powiedzieć nic. Pytałem go już, ale on zaciska wargi i milczy. To zaś oznacza, że sam muszę sobie poradzić z problemem. Niekiedy pomaga mi w różnych sprawach, najczęściej jednak znalezienie odpowiedzi jest moim zadaniem.
Villemann kiwał głową z miną, która miała wyrażać głęboką powagę i zadumę.
Móri rzekł, jakby podążając tropem własnych myśli:
– Niebieski kamień ma właściwości uzdrawiające, on sprzyja budowaniu, czynieniu dobra. Czerwony natomiast jest rujnujący.
Tego bym nie powiedziała – zaprotestowała Tiril.
– Zgoda, nie jest, ale tylko do czasu, dopóki znajduje się w dobrych rękach – stwierdził Móri. – Widziałaś przecież., co uczynił rycerzom zakonnym. To było groteskowe, ale też w najwyższym stopniu przerażające. Myślę, że powinniśmy go oddać pod wyłączną opiekę Dolga. A ty, mój synu, pilnuj, by kamień nie dostał się w niepowołane ręce!
