– Nigdy nie zamierzałem do tego dopuścić.

Theresa poczuła ciepło w sercu. Jej przecież Dolg oddał klejnot bez zastrzeżeń.

Chociaż tylko na krótką chwilę. Theresa próbowała ustalić, czy wywarł jakiś wpływ na jej osobowość. Jakoś nie mogła niczego zauważyć. W każdym razie nie stało się nic takiego jak wtedy, kiedy brała do rąk niebieską kulę. Tamten kamień sprawiał, że przenikały ją gorące dreszcze. To było cudowne uczucie.

A czerwony?

Trudno powiedzieć.

– Teraz nadeszła już chyba pora, by wrócić do domu – powiedział Erling. – Do Theresenhof.

– Owszem – przytaknęła Theresa. – Tym razem popłyniemy statkiem.

– No, no – wtrąciła Taran. – Statkiem? Jeśli chodzi o porty morskie, to z tym w Austrii chyba nietęgo… – zaśmiała się.

– Statkiem popłyniemy do Antwerpii – odparła Theresa z powagą. – Stamtąd przez środkową Europę przejedziemy dyliżansem.

Móri wciąż o czymś myślał.

– Dobrze będzie wrócić do domu – rzekł po chwili. – Przedtem jednak powinniśmy chyba porozmawiać o czymś zupełnie innym.

– Wiem, co masz na myśli – oznajmił Dolg.

– I ja – potwierdziła Tiril, a razem z nią Villemann i Taran.

– Ale dzisiaj już nie będziemy o niczym dyskutować- postanowił Móri. – Dzisiaj wszyscy potrzebują odpoczynku. Erlingu, czy możemy spotkać się tutaj jutro po śniadaniu?.Wszyscy. To bardzo ważne.

_ Ależ' oczywiście! Zwłaszcza ze teraz, jestem naprawdę ciekaw, o co chodzi.

– Ojcze, czy my sobie z tym poradzimy? – zapytała Taran. – Nie, nie chodzi mi o jutrzejsze spotkanie. Chodzi mi o sprawę, o której ty myślisz. Ta przecież zabierze nam potwornie dużo czasu!

– Właśnie o tym powinniśmy pomówić – oznajmił Móri i tymi słowy zakończy| wieczorne spotkanie.

2

Następnego dnia Bergen ukazało się z jak najgorszej strony, nie było im więc smutno, że muszą opuścić to piękne miasto. Gasnące lato, deszcz, zwiędłe kwiaty w ogrodach i przejmujący wiatr, który hulał po ulicach.



13 из 189