Po śniadaniu ponownie zebrała się cała rodzina. Nero również. On był chyba najbardziej szczęśliwy, że państwo są znowu razem. Dużo łatwiej utrzymać porządek w gromadzie i strzec bezpieczeństwa wszystkich. Nero uznał też nowego członka rodziny w osobie Uriela, który co prawda pachniał nieco inaczej niż dotychczasowi podopieczni, ale przekupił stare psisko smakowitymi kąskami podawanymi mu ukradkiem przy stole.

Uriel pochodził z innego czasu, gdy zwierzęta były „istotami pozbawionymi duszy”. Ale miłość rodziny Móriego do zwierząt, a do Nera w szczególności, bardzo mu zaimponowała. Poza tym dobrze było odkryć, że ten stary kudłaty ulubieniec rodu zaakceptował go bez żadnych zastrzeżeń. Ze jest po jego stronie.

Móri zaczął od słów:

– W waszym długim opowiadaniu o Sigilionie znalazł się pewien szczegół, który nas wszystkich, podróżujących na Islandię, poruszył do głębi.

– Rozumiemy – odparła Taran z uśmiechem. – Tego się właśnie spodziewaliśmy. Madragowie i ich los, prawda?

– No właśnie! Madragowie, bawole plemię. Tak, my też często o tym dyskutowaliśmy – ciągnęła Taran. – Rozmawialiśmy na temat, czy nie moglibyśmy im jakoś pomóc. Uratować ich przed starym Sigge.

Łatwo jest mówić z lekceważeniem o Sigilionie, kiedy ten znajduje się tak daleko.

Mimo to zadrżała na jego wspomnienie. Człowiek jaszczur…

– Jesteście pewni, że Madragowie naprawdę istnieją? – zapytała Tiril z powątpiewaniem. – Może to tylko taka legenda?

Taran odwróciła się gwałtownie do matki.

– Czy Sigilion był legendą? Wierz mi, my, którzyśmy go widzieli, możemy zaświadczyć, że i on, i jego ród, Silinowie, naprawdę istnieją. Co więcej, on nadal egzystuje!

Ci wszyscy, którzy spędzili ostatni okres w Norwegii, z zapałem kiwali głowami. Potworny Sigilion wciąż żył w ich pamięci.



14 из 189