
– Miałem zamiar wybrać się sam – oznajmił Móri, ale jego słowa zagłuszył chór protestów. Jechać chcieli wszyscy.
Wszyscy z wyjątkiem Theresy, Erlinga i Tiril. Chociaż Theresa trochę się wahała.
– Cudownie byłoby zobaczyć wschodnie kraje – westchnęła niepewnie.
Tiril długo zagryzała wargi.
– Moja mama powiedziała wczoraj, że podróż do Bergen i Christianie była dla niej przygodą i że chciałaby częściej jeździć. Jeśli jednak o mnie chodzi…
Tiril zawstydziła się. Na Islandii użalała się nad sobą i stwierdziła, że dość ma podróżowania. Że jest już chyba na to za stara.
A tutaj siedzi oto jej matka i naprawdę rozważa, czy nie wybrać się z wnukami na drugi koniec świata. Na szczęście jednak Theresa zrezygnowała z tych planów. Mimo to Tiril czuła się żałośnie.
– Nero chce wyjść – mruknęła i wstała. – Przejdę się z nim trochę.
Ucieczka, to po prostu ucieczka, ale nie umiała już dzielić zapału swoich bliskich.
Tiril nigdy nie mogła pojąć, jak to się stało. Była z Nerem na dworze zaledwie kilka minut, a kiedy wróciła, wszystko zostało już postanowione. Ku jej rozczarowaniu.
– Czy nie powinniśmy się raczej skoncentrować na rozwiązaniu zagadki trzech kamieni? – zaczęła ostrożnie. – Zamiast jeździć gdzieś pod Himalaje z zadaniem wcale nie najważniejszym.
Móri odpowiedział:
– Coś mi mówi, że jedno nie wyklucza drugiego. Może po drodze będziemy mogli zdobyć nowe umiejętności?
– Albo wystawimy się na kolejne ataki zakonu rycerskiego.
– Będzie im trudno śledzić nas podczas tej podróży. Tiril mogła więc tylko w milczeniu wysłuchać, do czego doszli.
Dolg, oczywiście, miał jechać i chciał, by towarzyszył mu Villemann, uważał bowiem, że sam nie zdoła ustrzec obu kamieni. Czerwonego nie zamierzał nikomu przekazywać, ale Villemann na Islandii tak dobrze opiekował się szafirem, że Dolg prosił go, by nadal to czynił.
