Villemann miał czerwone uszy, a twarz jaśniała mu jak słoneczko i musiał raz po raz przełykać ślinę, by nie pokazać, jak bardzo jest dumny z tego zaproszenia. Villemann był jak dziecko, ale wszyscy w rodzinie pragnęli, by takim pozostał na zawsze.

Taran i Uriel już dawno postanowili, że pojadą, a Rafael i Danielle uznali, że już czas najwyższy przeżyć jakąś większą przygodę. Spotkanie z Sigilionem nie przestraszyło ich na tyle, by teraz chcieli zrezygnować. Theresa wolała nie rozstawać się z Danielle i Rafaelem, Tiril pragnęła być ze swoimi dziećmi.

– Naprawdę wystarczy już tego jeżdżenia – upierała się. – To ostatni raz – zapewniał Villemann uroczyście.

– Ha! I ty w to wierzysz, Villemannie? Będzie was sześcioro młodych bez…

– I tata.

Nnie, nie możecie ciągnąć waszego starego ojca przez pół świata…

Tego nie powinna była mówić. Teraz nawet Móri poczuł się dotknięty.

Nie jest się starym w wieku pięćdziesięciu sześciu lat! I czy naprawdę uważasz, że młodzi powinni jechać sami?

– Oczywiście, że nie! Móri, kochanie, wcale nie jesteś stary, to głupie z mojej strony, że tak powiedziałam, ale nie chcę jeszcze raz zostawać sama i czekać na was z sercem w gardle ze strachu.

Objął ją i mocno przytulił.

– Tiril, zawsze do tej pory byłaś taka dzielna! Rozumiem, oczywiście, że to straszne więzienie odebrało ci wiele odwagi, ale naprawdę bądź spokojna! Tym razem rycerze nie będą mieć żadnej możliwości ścigania nas.

– No właśnie, ojcze, a jak my się tam dostaniemy? – zapytał Dolg. – Jak rozumiem, masz jakiś pomysł.

– Właściwie to nie. Myślałem po prostu, że powinniśmy poprosić o radę duchy.

– Oczywiście! – zawołał Villemann z entuzjazmem. – Wezwij Nauczyciela, tato!

Móri zgasił jego zapal.

– Dobrze wiesz, że nigdy nie można wezwać tylko jego, Villemannie. Wszystkie duchy są tak samo ważne i poczułyby się bardzo urażone, gdyby nie wszystkie zostały poproszone. Tylko Cień działa samotnie, on jeden.



18 из 189