
– Oczywiście, przepraszam, zachowałem się niemądrze. Móri też miał wyjątkowo czule serce dla swego młodszego syna.
– Villemannie, czy nie dość masz już przygód?
– Nigdy nie będę miał ich dość – odparł młody człowiek z uporem. – A ty, tato?
Móri uśmiechnął się krzywo.
– Nie, ja… – po czym dodał pospiesznie: – Jeśli ja z wami nie pojadę, to duchy też, nie będą mogły wam towarzyszyć! To prawda!
– Erlingu, czy mogę uczynić to teraz? Tutaj? – zapytał Móri przyjaciela.
Erling natychmiast wstał.
– Powiem tylko, żeby nam nie przeszkadzano. – Wyszedł pospiesznie z jadalni, a kiedy wrócił, starannie zamknął za sobą drzwi i na wszelki wypadek przekręcił klucz w zamku. – Nie możemy też wystraszyć służby mojej siostry – wyjaśnił z uśmiechem.
Móri wezwał „duchowe wnętrzności”, jak kiedyś lekceważąco określiła je Taran, za co została przez rodziców surowo skarcona.
Dolg poprosił ojca, by wezwał również Cienia, i wkrótce potężna jego postać znalazła się w pokoju wraz z pozostałymi duchami. Jadalnia stała się nagle dziwnie mała i już nie wydawała się taka pusta. Nero i Zwierzę prz3rwitali się jak dwaj starzy przyjaciele, obwąchując się nawzajem, wszystkie duchy witały uprzejmie Uriela, a on dziękował im z szacunkiem.
Móri przedstawił sprawę i duchy przez chwilę naradzały się we własnym gronie. Wszystko wskazywało na to, że w tej sytuacji Cień jest kimś bardzo ważnym, wciąż zgłaszał swoje propozycje, które pozostali przyjmowali z wielkim respektem. Rodzina widziała to wszystko, choć rozmowy żadne z nich nie słyszało.
W końcu Nauczyciel zwrócił się do Móriego. Straszne oblicze urodzonego w Hiszpanii czarnoksiężnika płonęło z przejęcia.
– To dla nas wspaniale zadanie! Rozumiem, że się wahacie. Tego rodzaju wyprawa może trwać lata. Wkrótce wszystko wam zorganizujemy.
– W jaki sposób?
– Zaraz do tego dojdziemy. Jak rozumiem, troje z was nie zamierza jechać, wrócą do Theresenhof?
