Podczas tej podróży przeżył prawdziwy koszmar, przy czym to, co się wydarzyło, nie było koszmarnym snem, lecz okrutną rzeczywistością.

Wszyscy młodzi członkowie rodziny, Taran, Uriel, Dolg, Villemann i Danielle, zostali tą sprawą dotknięci.

Już wcześniej doznali wielu przygód, bolesnych i przerażających, ale jakoś zawsze wychodzili cało z opresji. Tym razem ich dusze zostały poruszone tak bardzo, że kilkoro miało poważne kłopoty, by wrócić do równowagi.

Doprawdy nie był to najlepszy start do pełnej trudów podróży na Daleki Wschód, gdzie wszystkim potrzeba będzie wiele sil, i fizycznych, i psychicznych.

Wszystko złe zdarzyło się jednak później. Na razie podróż z Bergen do domu zaczęła się pomyślnie.

Nie było czasu na urządzanie ślubu i wesela, chcieli jak najprędzej dotrzeć do Theresenhof. Taran i Uriel musieli więc wysłuchiwać surowych napomnień, by panowali nad sobą i nie doprowadzali do żadnych kłopotliwych sytuacji.

Oboje narzeczeni uważali, że łatwo o takich sprawach mówić, dużo natomiast trudniej przestrzegać napomnień.

Ponadto wszyscy, i młodzi, i starsi, popełnili wielki błąd, lekceważąc rycerzy Zakonu Świętego Słońca.

To prawda, że żaden z rycerzy nie był w stanie ich ścigać, ale wysłali w zamian kogoś innego.

Najgorsze zaś było to, że i Cień, i pozostałe duchy oznajmiły stanowczo, iż podczas krótkiej podróży z Bergen do Austrii rodzina musi sobie radzić sama. To przecież naturalne, w takiej podróży nikt chyba nie potrzebuje pomocy sil nadprzyrodzonych.

Oczywiście, potakiwali ludzie. Oczywiście, że nie muszą fatygować duchów! Jeszcze tylko tego brakuje, może duchy miałyby im podkładać poduszki pod głowy?

3

Brat Willum był Holendrem. Siedział w siodle wyprostowany, surowy, o włosach blond, z głową osadzoną na długiej szyi, z długim nosem. Sam siebie uważał za niebywale przystojnego mężczyznę.



22 из 189