To brat Gaston wysłał go na poszukiwanie pewnej francuskiej czarownicy. Bowiem Zakon Świętego Słońca postanowił odpowiedzieć uderzeniem na uderzenie. A nikt w zgromadzeniu nie dorównywał teraz zręcznością w magii islandzkiemu czarnoksiężnikowi i jego synowi, Dolgowi. Dlatego bracia starali się znaleźć dla nich godną przeciwniczkę, najlepszą, o jakiej słyszeli: legendarną wiedźmę z malej francuskiej wioski u podnóża Alp.

Opowiadano, że przewyższa ona magiczną siłą nawet osławioną czarownicę paryską, La Voisin.

Ta tutaj miała się jakoby nazywać L'Araignee. Pająk. Nie brzmiało to specjalnie zachęcająco, wobec czego Willum postanowił używać jej oficjalnego nazwiska, Marie-Christine Galet.

Kiedy w końcu przybył do górskiej wioski, pogoda panowała okropna. To, że wokół wznoszą się wysokie szczyty, raczej wyczuwał, niż był w stanie zobaczyć. Echo końskich kroków odbijało się głucho od ścian. Wszystko tonęło w szarej mgle, deszcz siąpił dokuczliwie, w położonych wysoko przełęczach zawodził porywisty, przenikliwy wiatr.

Dolina, przez którą podróżował w ciągu ostatnich godzin, była ohydnie mroczna i upiorna, otaczały ją, czarnoszare skały, porośnięte karłowatymi sosnami. Brat Willum marzł i dygotał, zdawało się, że siąpliwy deszcz przenika do szpiku kości.

Z ciemności i mgły wyłoniła się grupka niewielkich zabudowań. To musi być ta wioska, której poszukuje. Willum nie zamierzał tracić zbyt wiele czasu, jechał z mocnym postanowieniem, że jak najszybciej odnajdzie wiedźmę i natychmiast opuści ponurą okolicę. Najbardziej ze wszystkiego pragnął wrócić do cywilizacji.

Wioska sprawiała wrażenie wymarłej. Nagle jednak w którejś zagrodzie zaszczekał pies, więc pewnie i ludzie muszą tam być. Brat Willum zeskoczył z konia i zapukał do drzwi najbliższego domu. Przez brudne okienko zauważył mdłe światło olejnej lampki.

Powoli, ze skrzypieniem drzwi zostały uchylone. Po chwili ukazała się w nich kobieca głowa. Podejrzliwe, przenikliwe oczka.



23 из 189