Jak powiedziano, Willom nie miał od dawna żadnej kobiety. Od bardzo dawna, od czasu, kiedy opuścił w Holandii swoją nudną i marudną żonę, która umiała tylko liczyć srebra i codziennie wietrzyła pościel. Tak więc sprawa z piękną czarownicą skończyła się nadspodziewanie szybko. I nic nie mógł poradzić na to, że ona daleka jest od zaspokojenia, zresztą będą to mogli zrobić jeszcze raz, niech no tylko on dojdzie trochę do siebie. Opadł na posłanie z błogim uśmiechem na wargach. Pajęczyca zsunęła się z niego, bardzo rozczarowana tak szybkim zakończeniem, ale właściwie to tego wieczora sam akt nie miał dla niej wielkiego znaczenia. Ważniejsze było to, co przybysz opowiadał o zakonie rycerskim i o czarnoksiężniku oraz jego rodzinie, o Świętym Słońcu i o niezwykłych rozmiarów szlachetnych kamieniach, których wszyscy pożądali.

L'Araignee nie wiedziała tylko, jak dobrze chroniony jest czarnoksiężnik i jego bliscy…

Ale, i to było najważniejsze ze wszystkiego, teraz będzie miała to, czego jej właśnie brakowało do skomplikowanych czarodziejskich zabiegów następnego dnia.

Patrzyła chłodnym wzrokiem przed siebie, czekając, aż zabójczy środek dosypany do wina zacznie działać. Dotknęła jeszcze raz jego męskiego organu, żeby sprawdzić, czy mogłaby mieć z niego jakiś pożytek, ale ten zwisał żałośnie niczym opróżniony do polowy worek z mąką. Nic już z tego nie będzie.

Minęło potwornie dużo czasu, zanim środek poskutkował. Nigdy przedtem nie musiała czekać tak długo, by jej ofiara opuściła ziemski padół.

Co takiego stało się dzisiaj? Skąd ten żałosny człowiek czerpie swą siłę? Nie była w każdym razie ukryta w jego szlachetnych organach, o tym mogła z całym przekonaniem zaświadczyć.

Poczekała jeszcze trochę, zaczęła się przygotowywać do jutrzejszego dnia. Wkrótce będzie miała wszystko, co potrzebne do tej wielkiej ceremonii, dzięki której stanie się jeszcze potężniejszą czarownicą, jeszcze bardziej trudną do pokonania. jeśli to w ogóle możliwe…



31 из 189