Na szczęście koszula sięgała mu do kolan.

Kłopotliwe było też to, że uporczywie przestrzegał pory modlitwy, a modlił się co najmniej pięć razy dziennie. Taran to męczyło, zdarzało się bowiem, że byli sami, mieli trochę czasu dla siebie, a on nagle padał na kolana i zaczynał klepać pacierze.

Bywało, że Taran wznosiła oczy ku górze i prosiła jego zwierzchników: „Czy nie moglibyście mu wybrać jakiegoś innego wcielenia na tej ziemi?”

Z drugiej jednak strony wydawało jej się zabawne, że oto uwodzi młodego mnicha, że doprowadza go do granicy szaleństwa i że on lada moment całkiem straci panowanie nad sobą. Jeszcze jej się to nie udało, ale sprawy były na najlepszej drodze. Przypadło jej też do gustu to, że Uriel chciał w niej widzieć ideał kobiety z pięknych średniowiecznych czasów, czyli czystą dziewicę. Opowiadał jej różne legendy o świętych, o cnotliwych, szlachetnych dziewicach, na których honor nastawali pogańscy władcy, lecz które zawsze zdołał uratować jakiś pobożny chrześcijanin. Oczywiście ta nieustanna chęć bronienia jej czci i honoru bywała kłopotliwa, lecz też i zabawna mimo wszystko.

Akurat tutaj Taran prowadziła z nim niezbyt uczciwą grę, a wszystko tylko po to, by widzieć, jak „święty” Uriel bliski jest załamania. Nigdy dotychczas jej jeszcze nie uległ. Jedyne, co zdołała w tej sprawie osiągnąć, to jego drżąca ręka przesuwająca się po jej nodze, by sprawdzić, czy nie skaleczyła się w kolano. Nie skaleczyła się, oczywiście, ale cóż to szkodziło, żeby sprawdził?

Wtedy, jak i zresztą w wielu innych przypadkach, kiedy jej obecność stawała się dla niego zbyt trudna do zniesienia, zanurzał całe ciało w lodowatej wodzie, bo taki właśnie sposób na uspokojenie podnieconych zmysłów stosowano w jego klasztorze.

I wówczas na twarzy Taran można była zobaczyć uśmieszek zadowolenia.

W drodze do portu w Bergen nieoczekiwanie Uriel padł na kolana i zatopił się w modlitwie, choć nie była to wyznaczona pora.



35 из 189