
Zmieszała się teraz i zarumieniła pod uważnym spojrzeniem Vemunda Tarka i musiała spuścić wzrok. Odruchowo podciągnęła spodnie Edwina i okryła najbardziej tego wymagające części jego ciała.
– Muszę zaszyć ranę – powiedziała. – Zanim Edwin odzyska przytomność.
Współczesny lekarz pewnie by załamał ręce nad prymitywnymi poczynaniami chirurgicznymi Elisabet, a jeszcze bardziej nad jej stosunkiem do higieny, ale przyglądającym się mężczyznom imponowała w najwyższym stopniu. Niektórzy musieli odejść na bok, gdy igłą przebijała skórę.
Vemund nie powiedział nic, ale spojrzenie, które posłał Ulfowi Paladinowi, było dostatecznie wymowne.
Edwin ocknął się na skutek bólu spowodowanego szyciem i trzech ludzi musiało go trzymać, by Elisabet mogła dokończyć. Stary Nils płakał i prosił Boga o wybaczenie za to, że naruszają stworzone przez niego dzieło, uważał poza tym, że panienka jest potwornie nieczuła, po prostu brutalna.
W końcu Elisabet wstała i starannie wytrzepała spódnicę. Jęczącego Edwina flisacy ułożyli na wozie sprowadzonym przez Nilsa, Elisabet uśmiechnęła się i niepewnie pomachała wszystkim na pożegnanie. Nie skorzystała ze swojego nie osiodłanego konia, lecz zaczęła się wdrapywać na furkę obok Edwina. Vemund natychmiast podskoczył, żeby jej pomóc.
Elisabet nie miała odwagi spojrzeć mu w oczy, by nie dostrzegł, że się zawstydziła. Wierzchowiec, na którym tu przyjechała, poszedł za wozem.
Ulf przyglądał się temu wszystkiemu zdumiony. To była jakaś nieznana strona charakteru jego zazwyczaj pyskatej i śmiałej córki.
Vemund Tark stał obok niego.
– Jeśli można, to przyjdę za wami zaraz, jak tylko skończymy pracę.
– Oczywiście – odparł Ulf, ale jego myśli błądziły gdzie indziej.
