
Elisabet wstrzymała dech. Do czego on, na Boga zmierza?
Vemund Tark mówił dalej:
– Wspomniałeś, Ulfie, że twoja córka powinna wyjść za mąż za kogoś, kto nie jest dziedzicem, za młodszego syna, który nie jest przywiązany do rodzinnego dworu, domu za kogoś, kto mógłby u jej boku żyć tutaj. Gdyby twoja córka przyjęła tę pracę u mojej… krewnej, dopóki nie znajdę kogoś innego, to miałaby czas poznać swojego przyszłego męża, w bardziej naturalny sposób, i może polubić go. Wygląda na to, że panna Elisabet jest silną i niezależną młodą osobą, która potrafi radzić sobie nawet w nieoczekiwanych sytuacjach.
Odetchnął głęboko, po czym dodał:
– Pani Paladin, mój przyjacielu, Ulfie… w imieniu mojego młodszego brata mam zaszczyt prosić o rękę waszej córki.
ROZDZIAŁ II
Wielka cisza zaległa w pokoju po zaskakującym oświadczeniu Vemunda Tarka. Słychać było tylko dźwięki dochodzące z zewnątrz; kokieteryjne i nie zawsze przyzwoite rozmowy służących z parobkami pracującymi w stajniach i oborach, żałosne muczenie cieląt, skrzypienie kół gdzieś na wiejskiej drodze.
Elisabet zdawała sobie sprawę z tego, że nie wolno jej protestować. Byłoby to obraźliwe dla tego, kto złożył taką propozycję, a poza tym zwyczaj nakazuje, by rodzice rozstrzygali sprawy małżeństwa. Już i przedtem przychodzili do niej konkurenci, oczywiście, ale matka Elisabet odprawiała ich jako nie dość poważnych kandydatów.
– No, muszę powiedzieć… – wykrztusił na koniec Ulf matowym głosem.
Pani Tora przez całe popołudnie obnosiła swoje oburzenie, że nie zdążą na pierwsze wieczorne spotkanie w Christianii, i nie chciała słuchać propozycji męża, że przecież mogą jechać jutro rano i zabrać wszystkich ze sobą. Pani Tora chciała czuć się obrażona i zlekceważona. Teraz zapomniała o całej Christianii.
