Zwróciła się do córki z pałającymi oczyma.

– Elisabet – wyszeptała. – Pomyśl! Wejść do rodziny Tarków! Jednej z najbogatszych… najlepszych!

Teraz dziewczyna nie mogła już dłużej milczeć. Odwróciła się w stronę Vemunda i powiedziała czystym, chłodnym głosem:

– A co pański brat na to?

– Braciszek? Myślę, że będzie z tego bardzo zadowolony.

Pani jest właśnie taką kobietą, jakiej potrzebuje, a i on w przyszłości może być dla pani oparciem. Także pod względem materialnym. Chodzi mi o to, że w dzisiejszych czasach wy, właściciele dworów, ponosicie ogromne ciężary podatkowe. Nie będzie też z całą pewnością miał żadnych zastrzeżeń co do wyglądu swojej przyszłej małżonki.

– Wielkie dzięki! – syknęła Elisabet z irytacją. – Powiada pan, że będę miała dość czasu na to, by go poznać i polubić.

To naprawdę wspaniałomyślne z pańskiej strony. W takim razie on także będzie miał tyle samo czasu, by poznać mnie, prawda? Bo jego zdanie też się chyba będzie trochę liczyło?

– Elisabet! Nie tym tonem! – upomniała ją matka.

– To zrozumiałe – odparł Vemund Tark spokojnie.

Trudno było nie dostrzec urazy w głosie Elisabet.

– Bardzo chętnie podejmę się opieki nad pańską kuzynką. Wygląda to na rozsądne zajęcie dla mało przydatnej panny. Co prawda sami mamy w domu dziewięćdziesięciosześcioletniego dziadka Ulvhedina, ale on znakomicie sobie radzi. Mimo wszystko nie chciałabym być traktowana jak koń na sprzedaż. Poproszę rodziców, by zgodzili się na mój wyjazd do pańskiej kuzynki. Ale potem zobaczymy. Jeżeli między pańskim bratem a mną narodzi się sympatia, to możemy wrócić do kwestii małżeństwa. Na razie jednak nie odpowiemy ani tak, ani nie:



15 из 182