
– Elisabet! – wykrzyknęła matka oburzona. – Młoda dziewczyna nie ma prawa stawiać warunków! Masz się ukłonić i podziękować, to wszystko!
Tymczasem Ulf zdołał się otrząsnąć z zaskoczenia.
– Uważam, że propozycja Elisabet jest rozsądna. Co ty na to, Vemundzie?
Młody człowiek skinął głową.
– To by chyba było niezłe rozwiązanie. Wyobrażałem sobie, że będzie to małżeństwo z rozsądku, jak to jest w zwyczaju. Ale powinienem był liczyć się z tym, że panna Elisabet jest taką indywidualistką, iż nie można jej ustawiać jak pionka na szachownicy.
Uśmiechał się sarkastycznie, ale już po chwili mówił całkiem poważnie:
– Państwo rozumieją, mam nadzieję, że moją krewną nie może się opiekować byle kto. Muszę bardzo uważać, by wybrać odpowiednią osobę. Tutaj niezbędny jest takt, inteligencja, wyrozumiałość, dyskrecja, a przede wszystkim umiejętność opiekowania się chorym człowiekiem. Kobieta, która się zajmowała mają kuzynką przez ostatnie lata, nie wszystkie te warunki spełniała, ale nie mogłem znaleźć nikogo lepszego. Ostatnio jednak była pod opieką kogoś całkiem nieodpowiedniego. Panno Elisabet, nigdy bym się nie odważył zaproponować pani pracy, którą mogłaby wykonywać pierwsza lepsza pielęgniarka. Przeciwnie, proponuję pani bardzo trudne zajęcie.
– Mam to więc traktować jako komplement?
– Oczywiście!
– Wobec tego dziękuję.
– Elisabet, jestem oburzona twoim zachowaniem – oświadczyła pani Tora. – Naprawdę byłam przekonana, że wychowałam cię dużo lepiej. Natychmiast idź do swego pokoju!
Elisabet szukała psychicznego wsparcia u ojca, ale on nie mógł sprzeciwić się żonie w obecności obcego człowieka. Był poza tym oszołomiony i zmartwiony, że jego jedyne dziecko ma opuścić dom.
Elisabet natomiast nie mogła powstrzymać protestów przeciwko takiemu traktowaniu.
– Obiecałam cioci Ingrid, że przyjdę do niej, jak tylko będę mogła. Czy mam złamać obietnicę?
– Oczywiście, że nie – odparła Tora zirytowana. – Ale wiesz, jak ja nie lubię tych twoich wizyt w Grastensholm. Ingrid uczy cię zbyt wielu rzeczy, których nie powinnaś umieć.
