
Zapomniany przez świat… Towarzystwa dotrzymywały mu jedynie pluskwy, wszy i szczury, z rzadka na jedną noc zabłąkał się jakiś pijaczyna. Złodziei i innych groźniejszych przestępców czasami udało mu się dojrzeć, kiedy prowadzono ich do oddzielnej celi. Karmiono go marnie, Eskil wychudł więc bardzo. Ubranie wisiało na nim w strzępach, często chorował. Najbardziej jednak dokuczał mu gryzący duszę żal. Z jakiego powodu? Cóż takiego uczynił? I dlaczego nikt nie przybywa, by mu pomóc?
Pewnego dnia, kiedy stracił już rachubę czasu, w jego celi zagościł przypadkowy więzień. Eskil nigdy się nie dowiedział, jakich przewinień się dopuścił, tego ów człowiek, choć gadatliwy, zdradzić nie chciał. Eskil jednak, z początku małomówny i przygnębiony swą sytuacją, wkrótce rozchmurzył się i ucieszył, że los zesłał mu takiego wesołego współtowarzysza niedoli. Po kilku godzinach wyznał nawet, że był w drodze do utęsknionego Eldafjord, kiedy aresztowano go z niewiadomych przyczyn.
– Teraz jednak nie wierzę już nawet, że Eldafjord istnieje – oznajmił. – Zanim mnie tu wsadzono, przemierzyłem Vestlandet wzdłuż i wszerz, ale, niestety, nikt nigdzie nie słyszał o miejscu noszącym tę nazwę.
– Eldaflord? A po co ci tam iść, chłopcze? To miejsce oznacza pewną śmierć.
Eskil poderwał się z pryczy.
– Co? Co takiego? Słyszałeś o Eldafjord?
– Czy słyszałem? Oczywiście! Fiord leży niedaleko stąd.
– Ale nikt tutaj…
– Ach, te szczury lądowe! Do Eldafjord można dotrzeć jedynie łodzią, a podejrzewam, że w tym miasteczku nie ma nikogo, kto ośmieliłby się choć jedną stopę postawić na pokładzie. Znają tylko okolice, do których da się dojść na własnych nogach. Ale ty zapomnij o Eldafjord, to nie dla ciebie!
Eskil na wszelki wypadek dokładnie wypytał swego towarzysza, w jaki sposób można tam dotrzeć. Jeśli jednak miał być szczery wobec samego siebie, to ani dom ani skarb w Eldafjord nic już dla niego nie znaczyły. Pragnął jedynie nareszcie wyjść na wolność.
