
– No, ukrył wszystko, co się dało schować, jasne, że nie dom, tyle chyba panicz rozumie, choć pan Jolin nie mógł znieść, że ktoś miałby mieszkać w jego domu za darmo. Już sama myśl pewnie do tego stopnia nie dawała mu spokoju, że umarł z żalu!
– Czy dużo zakopał?
– Dużo? I to jeszcze jak! Gdyby ktoś to znalazł, stałby się najbogatszym człowiekiem pod słońcem. No, może prawie najbogatszym…
Chłopcu zalśniły oczy.
– To znaczy, że nikt nie odnalazł skarbu?
– Nie, skarbu nie można odszukać. Stary skąpiec pilnie go strzeże!
– Co takiego? Czy on straszy?
– Nikt nie może mieszkać w tym domu, po prostu się nie da. Pewnie, że wielu porwało się na poszukiwanie tych wspaniałości, ale wszyscy zginęli. Padli trupem na miejscu. Umarli albo zniknęli.
Żądza przygód, drzemiąca w chłopcu, zapłonęła. Przez chwilę siedział zatopiony w myślach, a wreszcie stwierdził krótko:
– Ja jestem z Ludzi Lodu.
– No pewnie, wiem o tym. Nazywasz się wszak Lind z Ludzi Lodu.
W tym momencie Eskil uznał, że nie powinien mówić zbyt dużo. Zamilkł, ale myśli tym bardziej nie dawały mu spokoju. We wszystkich starych księgach Ludzi Lodu zostało napisane, że członkowie rodu nie muszą bać się duchów i widziadeł. Potrafią pokonać straszydła i diabelskie moce. No, oczywiście, z podobnymi zjawiskami radzić sobie umieli tylko dotknięci i wybrani, ale kto wie, czy właśnie on, Eskil, nie jest jednym z nich? W jego pokoleniu nie było nikogo innego, kto mógł okazać się przeklętym lub wybranym. Tula i Anna Maria, obie były takie zwyczajne…
Poczuł się nagle ogromnie silny. Przekazano mu podwójne powołanie! Po pierwsze – zwalczyć duchy grasujące w domu w Eldafjord, a po drugie – odnaleźć bajkowy skarb.
Eskil ostrożnie wypytał się o położenie tego Eldafjord, parobek wyjaśnił mu, jak umiał. Okazało się jednak, że nie jest zbyt mocny w geografii, należał bowiem do tych, co to po prostu wędrują przed siebie, nie pytając „gdzie” ani „którędy”. Kłopot polegał na tym, że odwiedził kilka krajów, był w Szwecji, zawadził też nawet o Islandię i niebywale wprost plątał miejsca, które dane mu było zobaczyć. A ponieważ od czasu do czasu nachodziły go okresy pijaństwa i wtedy nie trzeźwiał przez wiele dni z rzędu, to i głowa prawdopodobnie nie pracowała mu jak należy.
