– Ale czemu wyganiasz mnie z domu?

– Czemu? Od kiedy to muszę ci się tłumaczyć? Domagasz się świeżej porcji siniaków!

– O, bogowie! Lepiej mi skoczyć ze skały, niż dłużej znosić taką służbę!

– Co ona tam mamrocze pod nosem? Zastanawiam się, czy nie kazać ci oczu wyłupić, ty stara wiedźmo!

W końcu starucha zniknęła, a skąpiec wrócił do domu liczyć złote znalezisko; na scenę wyszli sąsiad Megadorus i jego siostra Eunomia. Po głosie poznałem, że gra ją ten sam aktor, który przed chwilą był niewolnicą; musi się specjalizować w rolach kobiecych. Mój znajomy Statilius grał nieźle, choć trzeba było przyznać, że nie jest w tej samej klasie co Roscjusz, a nawet jego rywal Panurgus. Jego wysiłki wzbudzały raczej uprzejme parsknięcia niż salwy śmiechu.

– Drogi bracie, poprosiłam cię tu, aby pomówić o twoich sprawach osobistych.

– Jak to miło z twojej strony! Jesteś równie troskliwa jak piękna. Całuję twą dłoń.

– Co takiego? Czy mówisz do kogoś stojącego za mną?

– Ależ skąd! Jesteś najładniejszą kobietą, jaką znam.

– Nie wygłupiaj się. Każda kobieta jest brzydsza od każdej innej, w taki czy inny sposób.

– Hmm… Naturalnie, skoro tak twierdzisz…

– Posłuchaj mnie teraz, bracie. Chciałabym, żebyś się ożenił…

– Ratunku! Mordują! Ona chce mnie zrujnować!

– Och, dajże spokój…

Nawet ten dialog, zazwyczaj budzący żywą reakcję widzów, tym razem wywołał tylko pojedyncze śmieszki. Z wolna przestałem słuchać tekstu, koncentrując się na kostiumie Statiliusa. Był uszyty z dobrej niebieskiej wełny i ozdobiony żółtym haftem. Maska zwracała uwagę przesadnie uniesionymi brwiami, nadającymi jej wyraz nieustannego zadziwienia. Pomyślałem, że dla aktora to kiepska wróżba, kiedy widza bardziej interesuje jego szata niż deklamacja. Biedny Statilius dostał się do najbardziej poważanej trupy aktorskiej w Rzymie, ale bynajmniej w niej nie błyszczał. Nic dziwnego, że tak wymagający szef jak Roscjusz tak go gnębi. Nawet Eko zaczynał się nudzić, a siedzący przy nim Flawiusz nachylił się do swego ochroniarza i coś mu szepnął do ucha; domyśliłem się, że komentuje nieudolność komedianta, który jest mu winien pieniądze.



10 из 230