W końcu siostra Megadorusa odeszła, pojawił się zaś skąpiec Euklion i wdał się w rozmowę z sąsiadem. Widząc ich obu – Statiliusa i jego rywala Panurgusa – razem na scenie, nie mogłem nie dostrzec dzielącej ich zawodowej przepaści. Panurgus był wyraźnie górą i to nie tylko dlatego, że jego tekst był lepszy.

– Chcesz zatem poślubić moją córkę, Megadorusie… Nie mam nic przeciwko temu, ale musisz wiedzieć, że nie mam ani miedziaka na jej posag.

– Nie spodziewam się ani pół miedziaka, Euklionie. Jej cnota i dobre imię mi wystarczą.

– Mam na myśli… To znaczy, przecież nie znalazłem nagle jakiegoś, hm… zakopanego skarbu… powiedzmy, garnka ze złotem ukrytego przez dziadka czy coś w tym rodzaju…

– Oczywiście, że nie! Śmieszny pomysł. Nie mów już o tym. A więc dasz mi swą córkę za żonę?

– Zgoda. Ale co to? Och, nie, zrujnują mnie!

– Na Jowisza, co się stało?

– Zdawało mi się, że słyszę brzęk łopaty… jakby ktoś kopał.

– Ależ to tylko mój ogrodnik. Wykopuje jakieś korzenie. Uspokój się, sąsiedzie…

Jęknąłem w duchu, litując się nad Statiliusem. Trzeba jednak przyznać, że choć kiepski z niego recytator, nauczył się płynnie wykonywać wskazówki swego mistrza co do ruchów. Roscjusz słynie nie tylko z ożywiania starych komedii wymyślnymi kostiumami i maskami, przyjemnymi dla oka widza, ale i z doskonałej choreografii. Statilius i Panurgus ani przez chwilę nie stali w miejscu, jak aktorzy z pośledniejszych zespołów, ale okrążali się wzajemnie w nieustannym komicznym tańcu, wirze błękitu i żółci ich szat.

Eko pociągnął mnie za rękaw. Ruchem ramienia wskazał mi swoich sąsiadów. Flawiusz znów coś szeptał umięśnionemu blondynowi, który zmarszczył czoło w wyraźnym wysiłku umysłowym. Po chwili ochroniarz wstał i niezgrabnie ruszył ku przejściu. Eko błyskawicznie podciągnął w górę stopy, ale ja byłem zbyt powolny. Gigant nadepnął mi na palce, aż zawyłem z bólu. Inni wokół zaczęli mnie naśladować, sądząc, że wyrażam w ten sposób opinię o talentach aktorów. Blondyn nawet nie spojrzał w moją stronę.



11 из 230