
Zerknąłem na Ekona, który wpatrywał się w postać w masce zafascynowany, słuchając łapczywie każdego słówka. Twarz lichwiarza Flawiusza zastygła w kwaśnym grymasie, a jego ochroniarz siedział z otwartymi ustami, od czasu do czasu drapiąc się po bliźnie na nosie.
Zza kulis dobiegły stłumione odgłosy jakiegoś zamieszania.
– Ach, oto i stary Euklion, jak zawsze zrzędliwy – zaanonsował teatralnym szeptem Roscjusz. – Musiał już znaleźć złoto i chce je w sekrecie przeliczyć, wyrzuca więc z domu starą gospodynię.
Aktor bezszelestnie zszedł ze sceny drzwiami po prawej stronie. Ze środkowych zaś wysunęła się postać w masce starca i w jaskrawożółtej szacie, który to kolor tradycyjnie przypisany jest chciwcom. Był to Panurgus, aktor niewolnik, który sprzątnął Statiliusowi sprzed nosa rolę Eukliona. Ciągnął za sobą kogoś przebranego za niewolnicę; gwałtownym ruchem pchnął go na środek sceny.
– Wynocha! – krzyknął. – Już cię nie ma! Na Hades, wynoś się, ty stary wścibski worku gnatów!
Statilius niesłusznie krytykował talent komiczny Panurgusa. Już po tych paru zdaniach na widowni rozległy się śmiechy.
– Co ja takiego zrobiłam? Co? – jęczał drugi aktor. Jego kobieca maska była zwieńczona okropną, zmierzwioną peruką. Poszarpana suknia plątała mu się wokół kolan. – Czemu mnie bijesz, biedną, cierpiącą staruchę?
– Żebyś była jeszcze bardziej biedna, ot co! I żebyś cierpiała takie męki, jakie ja znoszę na sam twój widok!
Panurgus z kolegą uwijali się po scenie przy rosnącym rozbawieniu widowni. Eko podskakiwał na ławce i klaskał w dłonie. Lichwiarz i jego ochroniarz siedzieli z założonymi rękami bez cienia uśmiechu.
