
Jego praktyczna znajomość rzymskich ulic była dogłębna, ale za to bardzo wąska. Znał tylne wejścia do wszystkich sklepów Subury i dobrze wiedział, w którym miejscu nad Tybrem handlarze mięsa i ryb wyrzucali wieczorem resztki towaru. Nigdy jednak nie był na Forum ani w Circus Maximus, nie słyszał przemowy żadnego polityka (szczęściarz!) ani nie oglądał przedstawienia w teatrze. Tego lata spędziłem wiele godzin, pokazując mu miasto; na nowo odkrywałem wspaniałości Rzymu, patrząc na nie oczami dziesięciolatka.
Dwunastego dnia świąt, kiedy przebiegł koło nas herold, ogłaszając, że za godzinę zespół Kwintusa Roscjusza będzie dawać przedstawienie, zdecydowałem, że nie możemy przegapić takiej okazji.
– Ach, trupa Roscjusza Komedianta! – powiedziałem. – Organizatorzy świąt nie poskąpili pieniędzy. Nie ma dziś słynniejszego aktora niż Kwintus Roscjusz ani bardziej znanej trupy aktorskiej!
Zeszliśmy z Subury na Forum, gdzie świętujące tłumy wypełniały otwarte place. Między świątynią Jowisza a łaźnią Seniusza rozstawiono prowizoryczny teatr. Drewnianą scenę wzniesiono na wąskiej przestrzeni między ceglanymi murami, której resztę wypełniały rzędy ławek.
– Pewnego dnia jakiś szukający popularności wśród plebsu polityk zbuduje pierwszy stały teatr w Rzymie – zauważyłem. – Wyobraź sobie: prawdziwy kamienny amfiteatr w greckim stylu, niewzruszony jak świątynia! Konserwatyści będą zbulwersowani. Nienawidzą teatru, ponieważ pochodzi z Grecji, a według nich wszystko, co greckie, jest dekadenckie i niebezpieczne. Dobra nasza, Ekonie! Jesteśmy na miejscu wcześnie. Powinniśmy dostać dobre miejsca.
Porządkowy przydzielił nam siedzenia tuż przy środkowym przejściu, zaledwie pięć rzędów od sceny. Pierwsze cztery rzędy, oddzielone od reszty purpurowym sznurem, zarezerwowane były dla senatorów i wyższych urzędników miejskich.
