– A ty gdzie się szwendasz? – ryknął. – Za kulisy, biegiem! Nie dookoła, ale prosto przez scenę! – komenderował tonem tresera krnąbrnego psa.

Statilius ruszył przejściem, jak spięty ostrogą. Wskoczył na scenę i zniknął za drzwiami, zdążywszy jednak rzucić ukradkowe spojrzenie na sadowiącego się jeszcze lichwiarza Flawiusza. Odwróciłem się ku przybyszowi, napotykając jego nieprzyjazny wzrok. Nie wyglądał na kogoś w nastroju do oglądania komedii. Odchrząknąłem i zagadnąłem uprzejmie, pochylając się ku niemu nad kolanami Ekona:

– Zobaczysz dziś Garnek złota.

Zaskoczony Flawiusz aż drgnął i zmarszczył krzaczaste krwi.

– To jedna z najlepszych komedii Plauta, nie uważasz? – dodałem.

Lichwiarz rozchylił usta i spojrzał na mnie podejrzliwie. Blond osiłek też wlepił we mnie oczy, w których widać było tylko bezdenną głupotę. Wzruszyłem ramionami i przestałem zwracać na nich uwagę. Za nami herold wykrzykiwał ostatnie zachęty. Ławki szybko się zapełniły, spóźnialscy i niewolnicy stawali gdzie popadło, tłocząc się i wspinając na palce. Na scenę wyszli zza kulis dwaj muzykanci i zeszli do orchestry, a po chwili rozległy się dźwięki ich długich trąb. Przez widownię przebiegł szmer; bywalcy rozpoznawali znajome takty melodii skąpca Eukliona, pierwsze zwiastuny dzisiejszego przedstawienia. Porządkowy kroczył przejściami tam i z powrotem, żartobliwie uciszając co hałaśliwszych widzów. Wreszcie uwertura się skończyła. Środkowe drzwi zgrzytnęły zawiasami i na scenę wszedł Roscjusz w białej pelerynie i groteskowej masce wykrzywionej w radosnym uśmiechu. Przez otwory widziałem jego zmrużone oczy; jego aksamitny głos rozległ się echem w całym teatrze.

– Na wypadek, gdybyście nie wiedzieli, kim jestem, niech mi będzie wolno się przedstawić. Jestem duchem opiekuńczym tego domostwa, należącego do Eukliona. Zajmuję się nim od wielu, wielu lat… – Roscjusz płynnie wygłaszał prolog, wprowadzając widzów w znaną wszystkim historię: jak dziadek Eukliona ukrył pod podłogą domu garnek pełen złota, jak córka gospodarza kocha się w siostrzeńcu najbliższego sąsiada i do szczęścia małżeńskiego brakuje jej tylko posagu, oraz jak on, duch opiekuńczy, zawiedzie chciwca Eukliona na trop owego garnka, wprawiając tym samym w ruch cały ciąg wydarzeń.



8 из 230