— Nie.

— Zresztą to nieistotne. Tutaj jest wszystko. Przejdźmy dalej. To sypialnia. Tu jest pilot ochrony akustycznej. Umie się pan nim posługiwać?

— Zorientuję się.

— Dobrze. Ochrona jest trzystopniowa, może pan tu sobie urządzić grób albo burdel, wedle życzenia. Tu jest sterowanie klimatyzacją. Trochę niewygodnie zrobione — sterować można tylko z sypialni.

— Jakoś to wytrzymam.

— Co? Aha… tam jest łazienka i toaleta.

— Interesuje mnie wdowa. I córka.

— Zdąży pan. Podnieść rolety?

— Po co?

— Słusznie, nie ma po co. Chodźmy się napić.

Wróciliśmy do gościnnego i Amad po pas zanurkował w barku.

— Coś mocnego? — zapytał.

— Przeciwnie.

— Jajecznicę? Kanapkę?

— Raczej dziękuję.

— Nie — powiedział Amad. — Jajecznicę. Z pomidorami. Nie wiem dlaczego, ale ten automat przygotowuje doskonałą jajecznicę z pomidorami. Ja też coś przekąszę.

Wyciągnął spod lady tacę, postawił na niziutkim stoliku przed półokrągłym tapczanem. Usiedliśmy.

— A co z wdową? — przypomniałem. — Chciałbym się przedstawić.

— Pokoje się panu podobają?

— W porządku.

— No, wdowa też jest w porządku. Córka, przy okazji, również. — Z bocznej kieszeni wyjął płaski skórzany futerał. W futerale jak pociski w magazynku leżały ampułki z różnokolorowymi płynami. Amad poszperał w nich palcem, w skupieniu powąchał jajecznicę, zawahał się, wybrał ampułkę z czymś zielonym, ostrożnie nadłamał i kapnął na pomidory. W pokoju rozszedł się zapach. Nie był nieprzyjemny, ale jak na mój gust miał niewiele wspólnego z jedzeniem. — Ale teraz jeszcze śpią — ciągnął Amad. Jego spojrzenie stało się roztargnione. — Śpią i śnią…

Popatrzyłem na zegarek.

— Ależ…

Amad jadł.

— Już wpół do jedenastej — powiedziałem.

Amad jadł. Czapeczka zsunęła mu się na kark, a zielony daszek sterczał pionowo, niczym grzebień rozdrażnionego mimikrodona. Oczy miał przymknięte.



11 из 165