
Przełknął kolejny plasterek pomidora, odłamał skórkę białego chleba i starannie wyczyścił nią patelnię. Patrzył przytomniej.
— Co pan mówił? — zapytał. — Wpół do jedenastej? Jutro pan też wstanie o wpół do jedenastej. A może nawet w południe. Ja na przykład wstaję w południe.
Przeciągnął się z przyjemnością, trzeszcząc stawami.
— Uf — sapnął. — Można wreszcie pojechać do domu. To moja wizytówka, Iwanie. Proszę ją postawić na biurku i nie wyrzucać aż do odjazdu. — Podszedł do płaskiej skrzynki obok baru i wsunął do szczeliny drugą wizytówkę. Rozległ się głośny szczęk. — A to — powiedział, oglądając wizytówkę pod światło — proszę przekazać wdowie z moimi najserdeczniejszymi życzeniami.
— O co chodzi? — zapytałem.
— O pieniądze. Mam nadzieję, że nie jest pan amatorem targów? Wdowa poda panu sumę i nie powinien się pan targować. To nie jest przyjęte.
— Postaram się — powiedziałem. — Chociaż ciekawie byłoby spróbować.
Amad uniósł brwi.
— Skoro pan tak chce, proszę bardzo. Niech pan zawsze robi tylko to, na co ma pan ochotę, a nie będzie pan miał żadnych kłopotów z trawieniem. Zaraz przyniosę walizkę.
— Potrzebne mi foldery — zauważyłem. — Potrzebne mi przewodniki. Jestem pisarzem, Amadzie. Będę potrzebował broszur o sytuacji gospodarczej mas, statystyk. Gdzie mógłbym to wszystko dostać? I kiedy?
— Przewodnik dam panu od razu — powiedział Amad. — W przewodniku jest statystyka, adresy, telefony i tak dalej. Co się tyczy mas, u nas takich głupot chyba nie wydają. Można oczywiście wysłać zamówienie przez UNESCO, tylko po co? Sam pan wszystko zobaczy… Proszę poczekać, przyniosę walizkę i przewodnik.
Wyszedł i szybko wrócił, z walizką w jednej ręce i opasłym tomikiem w drugiej. Wstałem.
— Sądząc po pańskiej minie — powiedział z uśmiechem — zastanawia się pan, czy wypada dać mi napiwek.
