
Zabrzmiała muzyka. Posłuchałem trochę i wyłączyłem dyktafon. Żadnego tomu nie udało mi się wyciągnąć; albo były tak mocno wbite, albo sklejone. Prócz tego w gabinecie nic interesującego nie widziałem, więc poszedłem do sypialni.
W sypialni było szczególnie chłodno i przytulnie. Zawsze chciałem mieć taką właśnie sypialnię, ale nigdy nie starczyło mi czasu, żeby się tym zająć. Łóżko było duże i niskie. Na szafce nocnej stał bardzo elegancki fonor i mały pilot do telewizora. Ekran telewizora wisiał na wysokim oparciu w nogach łóżka. A nad wezgłowiem wdowa powiesiła obraz z naturalistycznymi świeżymi kwiatami polnymi w kryształowym wazonie. Obraz świecił się kolorami, krople rosy na płatkach połyskiwały w półmroku sypialni.
Położyłem się i włączyłem telewizor. Łóżko było miękkie i jednocześnie jakby sprężynujące. Telewizor wrzasnął. Z ekranu wyskoczył nietrzeźwy mężczyzna, złamał jakąś poręcz i spadł z dużej wysokości do dymiącego się naczynia. Usłyszałem głośny plusk, z fonora zapachniało. Mężczyzna skrył się w bulgoczącym płynie, a potem wynurzył się, trzymając w zębach coś przypominającego rozgotowany but. Niewidoczne audytorium zareagowało rżeniem… wyciemnienie. Cicha liryczna muzyka. Z zielonego lasu wyszedł na mnie biały koń zaprzężony do bryczki. W bryczce siedziała śliczna dziewczyna w kostiumie kąpielowym. Wyłączyłem telewizor, wstałem i zajrzałem do łazienki.
