Zrobiłem skomplikowany nieokreślony gest, powiedziałem „hmm” i wziąłem grzankę.

— Jakie to wszystko głupie, prawda? — ciągnęła z ożywieniem ciocia Wajna. — Jak można mieszać tak kompletnie różne pojęcia jak wojna i wojsko! Wszyscy nienawidzimy wojny. Wojna to koszmar. Moja matka opowiadała mi, była wtedy młodą dziewczyną, ale wszystko pamięta: nagle przychodzą żołnierze, obcy, chamscy, mówią w obcym języku, bekają, oficerowie są bezceremonialni i niekulturalni, śmieją się głośno, obrażają pokojówki i za przeproszeniem śmierdzą… i jeszcze ta bezsensowna godzina policyjna… ale to przecież wojna! Wojna godna jest najwyższego potępienia! A wojsko to zupełnie co innego. Wie pan, Iwanie, pan powinien pamiętać ten widok — wojska, ustawione batalionami, surowość linii, męskie twarze pod hełmami, błyszczy broń, błyszczą akselbanty, potem dowódca specjalnym wojskowym samochodem objeżdża front, wita się, a bataliony odpowiadają posłusznie i krótko, jak jeden mąż!

— Niewątpliwie — powiedziałem. — Niewątpliwie, na wielu ludziach robiło to wrażenie.

— Tak! Na bardzo wielu! U nas zawsze mówiono, że trzeba się natychmiast rozbroić, ale czy można niszczyć wojsko? Tę ostatnią ostoję męskości w naszych czasach wszelkiego upadku obyczajów?… To dzikie, to śmieszne — państwo bez wojska…

— Śmieszne — przyznałem. — Nie uwierzy pani, ale od podpisania aktu nie przestaję się śmiać.

— Rozumiem pana — powiedziała ciocia Wajna. — Nic innego nam nie pozostało. Możemy się tylko sarkastycznie śmiać. Generał pułkownik Tuur — wyjęła chusteczkę — tak właśnie umarł. Z sarkastycznym uśmiechem na ustach… — przyłożyła chusteczkę do oczu. — Mówił nam: „Przyjaciele, mam jeszcze tylko nadzieję dożyć dnia, gdy to wszystko się rozwali”. Złamany, pozbawiony sensu istnienia… nie zniósł pustki w sercu. — Nagle drgnęła. — Proszę spojrzeć, Iwanie…



19 из 165