
Żwawo pobiegła do sąsiedniego pokoju i przyniosła ciężki staromodny album. Od razu spojrzałem na zegarek, ale ciocia Wajna nie zwróciła na to uwagi i siadając obok mnie, otworzyła album na pierwszej stronie.
— Oto generał pułkownik.
Generał pułkownik wyglądał niczym orzeł. Miał wąską kościstą twarz i przezroczyste oczy. Jego długi tułów był usiany orderami. Największy order, w kształcie wieloramiennej gwiazdy obramowanej wieńcem laurowym, błyszczał w rejonie wyrostka. W lewej ręce generał zaciskał rękawiczki, prawa spoczywała na rękojeści kordu. Wysoki kołnierz ze złotą lamówką podpierał dolną szczękę.
— A to generał pułkownik na manewrach.
Generał pułkownik tutaj też był orłem. Wydawał rozkazy oficerom pochylonym nad mapą rozłożoną na pancerzu gigantycznego czołgu. Po kształcie śladów i zarysach wieżyczki poznałem ciężki szturmowy czołg Mamut przeznaczony do pokonywania strefy działań atomowych, a obecnie z powodzeniem wykorzystywany przez podwodniaków.
— A to generał pułkownik w dniu pięćdziesiątych urodzin.
Generał pułkownik był orłem również tutaj. Stał przy nakrytym stole z kieliszkiem w ręku i słuchał toastów na swoją cześć. Lewy dolny róg zdjęcia zajmowała rozmyta łysina z elektrycznym odbłyskiem flesza, a przy generale, wpatrując się w niego zachwyconymi oczami, siedziała bardzo młoda i bardzo ładna ciocia Wajna. Spróbowałem ukradkiem ocenić grubość albumu.
— A to generał pułkownik na urlopie.
Nawet na urlopie generał pułkownik pozostawał orłem. Szeroko rozstawiając nogi, stał na plaży w tygrysich slipkach i przez lornetkę polową spoglądał na zamglony horyzont. Pod jego nogami bawiło się w piasku dziecko w wieku trzech czy czterech lat. Generał był żylasty i muskularny, najwyraźniej grzanki i śmietanka nie zepsuły mu figury. Zacząłem głośno nakręcać zegarek.
— A to… — Ciocia Wajna znowu przewracała stronę, ale wtedy do pokoju wszedł bez pukania niewysoki grubawy mężczyzna, którego twarz i ubranie (zwłaszcza ubranie) wydały mi się niezwykle znajome.
