— Dzień dobry — powiedział, lekko przechylając na bok gładką uśmiechniętą twarz.

To był ten sam celnik, w tym samym białym mundurze ze srebrnymi guzikami i srebrzystymi sznurami na ramionach.

— Ach, Peti! — wykrzyknęła ciocia Wajna. — Już przyszedłeś? Poznajcie się, to Iwan… Iwanie, to Peti, przyjaciel naszego domu.

Celnik mnie nie poznał. Pochylił głowę i trzasnął obcasami. Ciocia Wajna przełożyła album na moje kolana i wstała.

— Siadaj, Peti — powiedziała — przyniosę ci śmietankę.

Peti jeszcze raz trzasnął obcasami i usiadł obok mnie.

— Może chciałby pan obejrzeć? — zapytałem od razu, przekładając album na jego kolana. — Oto generał pułkownik Tuur. Tutaj jest tak po prostu — opowiadałem. W oczach celnika pojawił się dziwny wyraz. — A tu generał pułkownik na manewrach, widzi pan? A tutaj…

— Dziękuję panu — wyjąkał. — Proszę nie robić sobie kłopotu, ponieważ…

Ciocia Wajna wróciła z grzankami i śmietanką. Już od progu oznajmiła:

— Jak przyjemnie widzieć człowieka w mundurze, prawda, Iwanie? — Postawiła tacę na stole. — Peti, wcześnie dziś przyszedłeś. Coś się stało? Piękna pogoda, takie słońce…

Śmietankę dla Petiego nalano do specjalnej filiżanki, na której widniał monogram — litera T otoczona czterema gwiazdkami.

— W nocy budziłam się i wiem, że padał deszcz — ciągnęła ciocia Wajna. — A teraz, proszę spojrzeć, nawet jednego obłoczka… Iwanie, jeszcze filiżankę?

Wstałem.

— Dziękuję bardzo. Pozwoli pani, że państwa opuszczę. Mam ważne spotkanie.

Ostrożnie zamykając za sobą drzwi, usłyszałem, jak wdowa mówi: „Nie sądzisz, że jest zdumiewająco podobny do sztab-majora Pola?…”.

W sypialni rozpakowałem walizkę, przełożyłem ubrania do szafy i znowu zadzwoniłem do Rimeiera.



21 из 165