
Wróciłem do holu. Przed drzwiami prowadzącymi na połowę gospodarzy siedział w kucki chudziutki chłopiec w krótkich spodenkach. Zaciskając pod pachą długą srebrzystą rurkę, sapiąc i sycząc, pospiesznie rozkręcał kłębek sznurka.
— Cześć — powiedziałem.
Nie mam już tego refleksu co kiedyś, ale mimo wszystko zdążyłem się uchylić. Długi czarny strumień przeleciał tuż obok mojego ucha i pacnął na ścianę. W zdumieniu popatrzyłem na chłopca, a on patrzył na mnie, leżąc na boku i wystawiając przed siebie swoją rurkę. Twarz miał mokrą, usta otwarte i wykrzywione. Obejrzałem się. Po ścianie spływał czarny płyn. Znowu spojrzałem na chłopca. Powoli wstawał, nie opuszczając rurki.
— Coś ty, bracie, taki nerwowy? — zapytałem.
— Niech się pan nie rusza z miejsca — wychrypiał chłopiec. — Nie wymieniałem pańskiego nazwiska.
— Co ty powiesz — odparłem. — Ty też się nie przedstawiłeś, a strzelasz do mnie jak do tarczy.
— Niech się pan nie rusza — powtórzył chłopiec. — Niech pan stoi. — Cofnął się i nagle zaczął bardzo szybko mówić: — Odejdź od włosów moich, odejdź od kości moich, odejdź od mięsa mojego…
