
— Nie mogę. — Usiłowałem zrozumieć, czy to wygłup, czy on naprawdę się mnie boi.
— Dlaczego? — zapytał stropiony chłopiec. — Przecież mówię wszystko jak trzeba.
— Nie mogę odejść, nie ruszając się z miejsca. — Wyjaśniłem. — I stojąc.
Znowu rozchylił buzię.
— Huger — powiedział niepewnie. — Mówię ci, Huger, zgiń!
— Dlaczego Huger? — zdumiałem się. — Mylisz mnie z kimś. Nie jestem Huger, jestem Iwan.
Wtedy chłopiec zamknął oczy i z pochyloną głową ruszył w moją stronę, wystawiając przed siebie rurkę.
— Poddaję się — uprzedziłem. — Uważaj, żebyś nie wystrzelił.
Gdy rurka oparła się o mój brzuch, chłopiec wypuścił ją, ręce mu obwisły i jakoś tak oklapł. Pochyliłem się i zajrzałem mu w twarz. Teraz był cały czerwony. Podniosłem rurkę. To było coś w rodzaju automatu zabawki — z wygodną, żebrowaną rękojeścią i płaskim prostokątnym balonem umocowanym od dołu jak magazynek.
— Co to jest? — zapytałem.
— Chlapnik — wyjaśnił posępnie. — Niech pan to da.
Oddałem zabawkę.
— Chlapnik — powiedziałem — którym się, jak rozumiem, chlapie. A gdybyś tak trafił we mnie? Tego się już nie da zmyć, trzeba będzie wymienić całą ścianę.
Chłopiec popatrzył na mnie z niedowierzaniem.
— Przecież to chlapa.
— Naprawdę? A ja myślałem, że lemoniada.
Jego twarz nabrała w końcu normalnego koloru. Wykazywała pewne podobieństwo do męskich rysów generała pułkownika Tuura.
— Nie — powiedział. — To chlapa.
— No i…?
— Wyschnie.
— I dopiero wtedy nic nie da się z nią zrobić?
— Skąd. Po prostu nic z niej nie zostanie.
— Hmm — mruknąłem. — Pewnie wiesz lepiej. Ale mimo wszystko cieszę się, że to nic zostanie na ścianie, a nie na mojej twarzy. Jak się nazywasz?
