
– Musi być w Anglii ktoś, kto potrafi wygrzebać informację, na której panu zależy – zaprotestowałem. – Człowiek, który zna od podszewki wasze wyścigi. Ja nic o nich nie wiem. Opuściłem Anglię, kiedy miałem dziewięć lat. Będę zupełnie bezużyteczny To w ogóle niemożliwe. – To brzmi lepiej, pochwaliłem sam siebie. Bardziej stanowczo.
Hrabia October popatrzył na swoją szklankę i powiedział z pewnym ociąganiem:
– Tak… zwróciliśmy się do kogoś w Anglii… do pewnego dziennikarza zajmującego się wyścigami. Doskonały nos, poza tym bardzo dyskretny, myśleliśmy, że będzie idealny Niestety, przez kilka tygodni poszukiwał bezskutecznie. I potem zginął biedak w wypadku samochodowym.
– Czemu nie spróbować kogoś innego? – upierałem się.
– Zginął w czerwcu podczas letniej przerwy w wyścigach z przeszkodami. Nowy sezon rozpoczął się w sierpniu i wtedy dopiero wpadliśmy na pomysł z chłopcem stajennym.
– Spróbujcie jakiegoś syna farmera… – podsunąłem. – I wiejski akcent, i znajomość koni…
October potrząsnął głową przecząco:
– Anglia jest na to za mała. Jeśli syn farmera będzie prowadził konia po padoku w czasie wyścigów, wkrótce dla nikogo nie będzie tajemnicą jego zadanie. Zbyt wiele osób go rozpozna i zacznie zadawać pytania.
– A więc syn robotnika rolnego o wysokim współczynniku inteligencji?
– Czy przeprowadzamy egzamin? – zapytał cierpko.
Po krótkiej chwili podniósł wzrok znad drinka. Twarz jego była poważna, niemal surowa.
– No więc? – zapytał.
Chciałem stanowczo powiedzieć „nie”. W rzeczywistości powiedziałem znów „nie wiem”.
– W jaki sposób mogę pana przekonać?
– W żaden. Zastanowię się. Jutro dam panu znać.
– Doskonale. – October podniósł się, odmówił mojej propozycji zostania na kolacji i odszedł tak jak przyszedł, emanując siłą swej osobowości. Kiedy wróciłem, odprowadziwszy go do samochodu, dom wydawał się pusty.
