
Kto powiedział, że Bóg nie ma poczucia humoru?
Dokąd on ją zabiera?
Mary LaBelle, związana, zakneblowana, z opaską na oczach, zaczęła się modlić.
O pomoc.
O ratunek.
O zbawienie.
Było ciemno. Nic nie widziała. Czuła, że jest w jakimś samochodzie, najprawdopodobniej furgonetce, sądząc z odgłosu silnika. Nie widziała tej furgonetki, tak szybko wepchnięto ją na tylne siedzenie, pokryte szeleszczącą plastykową folią. Kierowca, mężczyzna, który zaszedł ją od tyłu, kiedy poszła pobiegać po kampusie, pojawił się znikąd. Najprawdopodobniej krył się za żywopłotem. Mary, która wracała już do akademika, nie zdołała dojrzeć jego twarzy. Czuła tylko siłę, kiedy chwycił ją od tyłu, naciągnął jej worek na głowę i wykręcił rękę, tak że upadła na kolana. Chciała krzyczeć, ale przyłożył jej rewolwer do głowy. Zamknęła więc usta i pogodziła się z losem.
Bóg ją uratuje.
A jeśli nie, to znaczy, że już wzywa ją do domu. Wiara doda jej sił… A jednak słuchając miarowego szumu silnika i dźwięków bryzgającej spod kół wody, czuła się jak skazaniec.
Pomyślała o rodzicach i poczuła łzy pod powiekami. Tak bardzo ich kocha! Nie może umrzeć! Nie! Musi walczyć o życie. Była drobna, ale silna i wysportowana, w szkole średniej uprawiała tenis i dbała o kondycję. Dlatego właśnie biegała wieczorami.
Ale w miarę upływu czasu zaczynała tracić nadzieję.
Nie była tak naiwna, by nie domyślać się, co chce zrobić ten człowiek. Chce ją zgwałcić, a potem zabić. Nie może na to pozwolić. Gdyby udało jej się uwolnić z więzów, może zdołałaby sięgnąć nad zagłówkiem i udusić go taśmą, którą skrępował jej ręce.
Ale morderstwo to grzech, pamiętaj o tym. Mary. Poza tym może wtedy stracić panowanie nad kierownicą, dojdzie do wypadku i tobie także coś się stanie.
Gdyby nawet doszło do wypadku, to co z tego? A gdyby zabiła człowieka w samoobronie, Bóg na pewno by jej wybaczył. Proszę, Jezu, proszę…
