Nawet wypadek byłby lepszy od tego, co zapewne planuje ten szaleniec.

Mary była tego pewna.

Ale nie potrafiła uwolnić rąk, bez względu na to, jak się starała.

Ogarnęła ją panika.

Mamo, kocham cię. Chciałam, żebyś była dumna z tego, że postanowiłam wstąpić do zakonu.

Tatusiu, wybacz, że byłam taka głupia i pozwoliłam się porwać. Ostrzegałeś mnie, żebym nigdy nie biegała o zmroku. Chciałeś mi dać broń, a ja odmówiłam… Bardzo tego teraz żałuję…

Samochód zwolnił i zjechał z głównej drogi, zapewne autostrady, a zatem zbliżali się do celu. Mary gorączkowo próbowała uwolnić ręce. Serce biło jej jak oszalałe, na całym ciele wystąpił zimny pot.

Uwolnij się, Mary. Bóg pomaga tym, którzy sami sobie pomagają.

– Nie dasz rady – powiedział. Mary drgnęła. Do tej chwili nie wymówił ani jednego słowa. Jego głos był spokojny, przerażająco spokojny. – Nie uwolnisz się.

Zrobiło jej się niedobrze ze strachu. Kim jest ten szaleniec? Dlaczego wybrał właśnie ją? Nie znała jego głosu, ale niczego nie mogła być pewna.

– Jeszcze tylko kilka minut.

Mary zaczęła się modlić. Zdrowaś Mario, łaski pełna, Pan z tobą…

Samochód znowu zwolnił, a potem skręcił gwałtownie. Mary wytężyła słuch, ale znajome dźwięki ruchu samochodowego umilkły.

Błogosławionaś ty między niewiastami i błogosławiony owoc żywota twojego, Jezus…

Jechali jeszcze przez chwilę, która wydawała jej się wiecznością. W końcu samochód się zatrzymał. Serce podeszło jej do gardła.

Święta Mario, Matko Boża, módl się za nami grzesznymi, teraz i w godzinę śmierci naszej…

Silnik zgasł i Mary usłyszała krople deszczu spadające na dach samochodu. Prawie nie oddychała.

Amen.

Drzwi otworzyły się, sekundę później została wywleczona z furgonetki.



24 из 302