
Nie wierzyła mu ani przez chwilę.
To pułapka.
– Rozbierz się.
Zmartwiała. Ogarnęły ją mdłości.
Przyłożył lufę do jej piersi. Przez chwilę miała zamiar nie posłuchać, w końcu jednak zrobiła to, co kazał. Zdjęła koszulkę i krótkie spodenki. Drżała na całym ciele. Nigdy dotąd w całym życiu nie czuła się tak bezbronna.
– Dobrze.
Znieruchomiała w majtkach i staniku. Czyżby nie chciał, żeby rozebrała się do naga?
– A teraz włóż to.
Usłyszała, jak rozpiął jakiś długi zamek błyskawiczny. Podał jej coś z miękkiego, jedwabistego materiału – sukienkę? Opuściła ją niżej i wsunęła w nią stopy.
– Odwróć – rozkazał.
Po omacku znalazła górę sukienki i podciągnęła ją lekko, potem włożyła ręce w rękawy.
Mężczyzna stanął za nią i powoli zapiął suwak. Jego oddech był gorący. Wilgotny.
– No, no – mruknął i przysunął się bliżej. Poczuła na swoich plecach jego pierś, a niżej, przez cienki materiał sukienki, erekcję.
Jej oczy wypełniły się łzami. Chce ją zgwałcić… i ci inni, którzy czekają tu w milczeniu, zapewne także.
Dlaczego? Ojcze, dlaczego?
Objął ją ramieniem w pasie i przycisnął do siebie.
– Mary – powiedział. Drgnęła, bo znał jej imię. Nie porwał jej przypadkowo. Chciał właśnie jej. – Powiem ci, co masz zrobić, żeby się ocalić. Słuchasz mnie?
Kiwnęła głową.
– Weźmiesz ten rewolwer i strzelisz w poduszkę.
Co?
– Tak, dam ci rewolwer, ale ty nie odwrócisz się, żeby zastrzelić mnie, dobrze? I tak na to nie pozwolę. Będę go trzymał razem z tobą. O tak… – Wcisnął rewolwer w jej drżącą, spoconą dłoń i położył jej palec wskazujący na cynglu, a potem wyciągnął jej rękę do przodu.
– Musisz tylko nacisnąć, to wszystko.
Mary dygotała jak w gorączce. To jakieś szaleństwo. Nie, nie strzeli po omacku w ciemność. Przyszło jej do głowy, że może to jakiś idiotyczny żart, ale sama w to nie wierzyła.
