– No, dalej – ponaglił.

Znowu usłyszała ten stłumiony dźwięk – śmiech? płacz? Skąd dochodzi i kto go wydaje? Czy ktoś chowa się w szafie, czy patrzy na nią? Jedna osoba? Czy więcej?

Gdyby mogła się nagle zbudzić w swojej sypialni!

– Masz pięć sekund.

Nie! I znowu ten dźwięk.

– Pięć.

Proszę, pomóż mi. Ojcze.

– Cztery.

Nie opuszczaj mnie, błagam.

– Trzy.

Jestem Twoją pokorną sługą.

– Dwa.

Miej litość nad moją duszą!

– Jeden.

To on nacisnął spust.

Rewolwer wystrzelił, szarpiąc jej ręką.

Przed nią rozległ się stłumiony jęk.

Zmartwiała z przerażenia. Czyżby właśnie zastrzeliła innego człowieka?

Zaczęła krzyczeć przez knebel i wyrywać się gwałtownie, ale szaleniec trzymał ją mocno. Jednym ruchem zdjął jej opaskę z oczu i wyjął knebel z ust. Zwymiotowała.

Potem podniosła głowę i w słabym świetle jedynej lampy zobaczyła, co zrobiła. Jakiś mężczyzna, którego twarz mgliście wydała jej się znajoma, siedział na krześle, z poduszką przywiązaną do klatki piersiowej. Ręce miał związane z tyłu, nogi w kostkach przywiązane do nóg krzesła. Był pochylony do przodu, a przed nim, na podłodze, rosła powoli kałuża krwi. W powietrzu unosiły się białe pióra z rozdartej poduszki, powoli opadając na mokrą, czerwoną plamę.

Mary, w sukience zalanej wymiocinami, z twarzą zalaną łzami, patrzyła, jak umiera.

– Zabiłaś go. Mary – powiedział niemal czule oprawca, przyciskając ją do siebie. – A to jest grzech. Ale ty przecież dobrze o tym wiesz, prawda?

Nie odpowiedziała. Cokolwiek by powiedziała, nie miało to żadnego znaczenia. Wiedziała o tym.

– Właśnie zgrzeszyłaś, Mary – szepnął.



27 из 302