
Ledwie dostrzegał, że skały wokół niego dygocą jak w strachu, że w całym systemie grot rozlega się grzmiący huk, że cuchnący pył wypełnia grotę i płynie dalej, poprzez korytarze, a przerażeni turyści z dostępnego publiczności rejonu uciekają w popłochu jak najprędzej ku światłu.
Zajmowanie się takimi sprawami było poniżej godności Tengela Złego.
Bo oto usiadł na posłaniu! Usiadł po raz pierwszy od roku 1295, kiedy schronił się w tej jaskini.
To było niesamowite uczucie. Złość buzowała w nim, a zarazem czuł się nieskończenie silny! Teraz jego czas się dopełnił.
I tak już będzie na zawsze, bo czyż nie obiecano mu życia wiecznego?
Teraz świat się dowie, co Tengel Zły potrafi!
Ale, ach, jakże to wszystko się wolno toczy! Ledwie był w stanie się poruszać, a myśli płynęły nieznośnie ociężałe.
Sprawy miały się nie tak jak powinny. On musi być silny, musi zapanować nad całym światem, a tego w tym stanie nie dokona.
Prawda dotarła do jego świadomości, przeniknęła go falą bezgranicznego rozczarowania. Potrafił teraz wykorzystać nie więcej niż połowę swoich możliwości.
Tengel Zły zaczął kląć, wyrzucał z siebie długie przekleństwa w swoim pierwotnym, ałtajskim języku. Jego przodkowie także mieli swoich bogów zła i do nich się teraz zwracał.
I jeszcze bardziej nienawidził wszystkich, którzy go zawiedli, oszukali go, drażnili się z nim w czasie, gdy trwał w uśpieniu.
Oni będą pierwszymi, którzy poznają siłę jego gniewu!
Ale wciąż tkwił pod ziemią, poruszał się powoli i bezradnie jak niemowlę! Cholera! Cholera! Cholera!
Ech, do diabła z tym! Poradzi sobie bardzo dobrze nawet z tak skąpymi siłami, jakie posiada. Czas nadszedł. Teraz albo nigdy!
Niepewnie podejmował coraz to nowe próby, żeby wstać.
Momentami miał wrażenie, jakby chciał podnieść kolosa na glinianych nogach. Nic nie układało się po jego woli, każde najdrobniejsze działanie kosztowało go wiele wysiłku, za jednym razem był w stanie wykonać zaledwie jeden mały ruch i za każdym razem trwało to godzinami.
