– Zawracamy – zaproponował niepewnie jeden z jego towarzyszy.

– Jeszcze parę metrów – prosił inny.

– Ja nie idę – oświadczył przewodnik. – Dalej możecie sobie iść sami.

Dyskutowali przez chwilę. Najmłodszy zrobił kilka kroków naprzód i poświecił sobie latarką.

– Dalej nie przejdziemy – szepnął bezbarwnie.

Wszyscy podeszli do niego.

W blasku latarki zobaczyli ciemny otwór szybu tuż u stóp kolegi. Reszta ginęła w gęstym mroku.

To stamtąd wydobywał się odór. Później, kiedy już się znaleźli na świeżym powietrzu, mogliby przysiąc, że z czarnej jamy szybu wydobywał się dziwny kurz.

Nigdy dalej nie poszli. Nikt inny zresztą też nie. Bo przewodnik zamknął przejście już w tym miejscu, gdzie musieli używać liny. „Teren zbadany. Bez wartości. Wejście grozi śmiercią lub kalectwem”.

Najdziwniejsze było to, że żaden z nich nie miał ochoty rozmawiać o przeżyciach w podziemnych korytarzach. Zresztą, nie bardzo też mieli czas na rozmowy. Jeden zapadł na jakąś okropną chorobę, ciało pokryło się ropiejącymi wrzodami, obrzmiałe gruczoły limfatyczne sprawiały, że nie mógł się poruszać i wkrótce zmarł. Drugi dostał zawrotu głowy podczas kolejnej wyprawy do jaskiń, spadł do głębokiego szybu i zginął na miejscu.

Trzeci zapadł na ciężką chorobę płuc, uszkodzonych odorem w jaskini, i także umarł. Podobny los spotkał przewodnika.

A zatem żadnych świadków.

Nowe stulecie przyniosło wielkie przemiany we wszystkich dziedzinach życia. Przeważnie dobre, lecz także złe; mnóstwo pięknych rzeczy przepadło. Jak to powiada Verner von Heidenstam w poemacie „Szwecja” i „I podzwaniają dzwoneczki, gdzie pożar ziemię złocił…”

Ach, jak to dawno temu dzwoneczki dźwięczały w górach i lasach Szwecji!

Wszystko przeminęło tak szybko, przemiany nadeszły tak nagle, że ludzie, zwłaszcza starsi, z trudem za nimi nadążali.



5 из 191