
Minęło już bardzo wiele czasu i w końcu musiał przyjąć do wiadomości, że dalszego ciągu nie będzie, że ktoś się z nim tylko drażnił. Ktoś, kto mógłby… Kto? Skąd to przyszło?
Nie było czasu zastanawiać się nad tym akurat teraz. Teraz należało sprawdzić, jak dalece te skąpe tony ożywiły jego zdrętwiałe ciało.
W ostatnich dziesięcioleciach budzono go wielokrotnie. Nigdy jednak nie był w stanie się poruszyć.
Ruch i zamieszanie wokół wybranej przez niego góry złościło go niezmiernie. Ludzie kręcili się tłumnie po tej, zdawało się, znakomitej kryjówce, którą sobie wybrał w trzynastym wieku. Wtedy panowała tutaj niezmącona cisza. Teraz się to, niestety, zmieniło. Kilka razy podeszli nawet prawie do jego legowiska. Nietrudno było ich unieszkodliwić jedną czy drugą klątwą, sprawić, by nie byli w stanie opowiadać o tym, co widzieli, wszystko to jednak bardzo go niepokoiło.
Tak jak ci ostatni, w tym roku. Podeszli cholernie blisko, udało mu się ich zatrzymać dosłownie na samym skraju groty. No, ale już ich nie ma, pomarli wszyscy.
Mogą jednak przyjść inni. Wielu innych…
Tengel Zły chciał wstać i wyjść. Był już szczerze znudzony tą wieczną, często bardzo płytką i męczącą drzemką.
Teraz nadszedł dla niego czas działania, powinien przejąć władzę nad światem i sprowadzić nań prawdziwe zło. Swoje zło, tak by mógł opanować w człowieczych duszach wszystkie niepotrzebne skłonności do czynienia dobra, a potem przemienić ludzi w powolnych sobie niewolników. A opornych unicestwić.
Miał wielu gotowych do pomocy, gdy czas nadejdzie. Teraz… Może nareszcie teraz się powiedzie?
Chyba jednak nie! Bo… jakim sposobem? Po dwóch żałosnych tonach?
Wolno, bardzo wolno i głęboko wciągał powietrze. Czy powinien zebrać siły i próbować się poruszyć?
A jeśli się nie powiedzie?
Może podnieść rękę?
Mózg nakazał ręce się poruszyć, napiąć mięśnie i unieść się nad posłaniem.
