
Channis był wyraźnie podniecony.
— Pritcher, to nie może być zbieg okoliczności!
— Nie rozumiem, o czym mówisz — odparł zimno generał.
— Och… dobra, bierz krzesło i siadaj, stary. Przeglądałem twoje notatki. Uważam, że są Świetne.
— To bardzo miłe z twojej strony.
— Ale zastanawiam się, czy doszedłeś do takich samych wniosków jak ja. Próbowałeś kiedy zabrać się za ten problem dedukcyjnie? To znaczy, owszem, przeczesywanie wybranych losowo partii przestrzeni to całkiem niezła metoda i podczas tych pięciu wypraw odwaliłeś niezły kawałek roboty, to jasne. Ale czy zastanowiłeś się kiedy, ile trzeba by czasu, żeby przy takim tempie oblecieć wszystkie znane światy?
— Owszem, parę razy — Pritcher nie miał najmniejszej ochoty ułatwiać Channisowi rozmowy, ale musiał zorientować się, co myśli jego kompan. Jego mózg znajdował się przecież poza kontrolą Muła, a więc nie można było przewidzieć, co mu przyjdzie do głowy.
— W porządku. Wobec tego może teraz postaralibyśmy się wspólnie przeanalizować tę sprawę i odpowiedzieć na pytanie, czego właściwie szukamy?
— Drugiej Fundacji — odparł szorstko Pritcher.
— Fundacji zamieszkałej przez psychologów — poprawił go Channis — którzy są tak samo słabi w fizyce jak Pierwsza Fundacja w psychologii. Myślę, że konsekwencje tego stanu rzeczy są dla ciebie zupełnie oczywiste. W końcu to ty, nie jji, pochodzisz z Pierwszej Fundacji. Musimy znaleźć świat, który sprawuje rządy nad przestrzenią za pomocą sił psychicznych, a jednocześnie jest zacofany w dziedzinie techniki.
— Czy aby na pewno? — spytał spokojnie Pritcher. — Nasz Związek Światów nie jest bynajmniej zacofany pod względem techniki, minio że nasz władca zawdzięcza swą potęgę własnym siłom psychicznym.
