— Dlaczego to zrobiłeś? Co ty wyprawiasz? I wobec tego w jakim celu wygadywałeś te bzdury o Tazendzie?

— To nie bzdury. Mówiłem zupełnie poważnie. Właśnie tam lecimy. Wystartowaliśmy dzisiaj dlatego, że odlot był zaplanowany dopiero za trzy dni. Ty, generale, nie wierzysz w istnienie Drugiej Fundacji, ale ja wierzę. Ty wypełniasz po prostu rozkazy Muła i robisz to bez przekonania, natomiast ja dostrzegam realne niebezpieczeństwo. Druga Fundacja miała pięć lat na przygotowanie się. Nie wiem jak to wykorzystali, ale może mają agentów na Kalganie? Przy swoich zdolnościach mogliby się zorientować, że znam. poi ożenię ich siedziby. Moje życie znalazłoby się w niebezpieczeństwie, a ja bardzo dbam o swoją skórę. Jest to, co prawda, bardzo mało prawdopodobne, ale mimo to wolałem się ubezpieczyć. Dzięki temu moich domysłach nie wie nikt prócz ciebie, a i ty dowiedziałeś się dopiero wtedy, kiedy znaleźliśmy się w przestrzeni. Zresztą i tak pozostaje kwestia załogi.

Na twarzy Channisa znowu pojawił się uśmiech, tym razem ironiczny, bo całkowicie panował nad sytuacją.

Dłoń Pritchera zsunęła się z kolby miotacza. Do głowy cisnęły mu się przykre myśli. Co powstrzymało go przed działaniem? Co odebrało mu energię? Nie tak odległe były przecież czasy, kiedy był krnąbrnym, odrzucającym utarte schematy i z tego powodu pozbawiony możliwości awansu kapitanem w służbie imperium handlowego Pierwszej Fundacji, kiedy to raczej on niż Channis podjąłby tak śmiałą i szybką decyzję. Czyżby Muł miał rację? Czyżby jego umysł, znajdujący się we władzy Muła, był tak pochłonięty myślą o posłuszeństwie, że stracił inicjatywę? Opanowało go przygnębienie, pod wpływem którego poczuł się dziwnie znużony.



27 из 236