— Dobra robota — powiedział. — Jednak w przyszłości masz się konsultować ze mną przed podjęciem decyzji tego rodzaju.

W tym momencie jego uwagę zwróciło mrugające światełko kontrolne.

— To maszynownia — rzekł niedbałym tonem Channis. — Rozgrzali się w ciągu pięciu minut prosiłem ich, żeby dali znać, gdyby mieli jakieś kłopoty. Chcesz przejąć dowództwo?

Pritcher kiwnął głową bez słowa i zostawszy sam zamyślił się nad smutnymi konsekwencjami zbliżania się do pięćdziesiątki. W ekranie monitora migotały z rzadka rozsiane gwiazdy. Z jednej strony widok zakrywał mglisty kształt jądra Galaktyki Co by było, gdyby nie znajdował się pod wpływem Muła…

Na samą myśl o tym otrząsnął się z przerażeniem.


Główny inżynier Huxlani przyglądał się bacznie młodemu mężczyźnie w cywilnym ubraniu, który zachowywał się z taką pewnością siebie, jak gdyby był oficerem floty i który rzeczywiście zdawał się mieć tu władzę. Huxlani, który był zawodowym żołnierzem od czasu, kiedy przestało mu kapać mleko z brody, zawsze kojarzył władzę z odpowiednimi insygniami Ale tego człowieka wyznaczył sam Muł, a do Muła należało, oczywiście, ostatnie słowo. Właściwie jedyne słowo. Huxlani nawet podświadomie nie kwestionował tego. Władza nad uczuciami sięgała głęboko.

Bez słowa wręczył Channisowi mały, owalny przedmiot. Channis zważył go w ręku i uśmiechnął się zachęcająco.

— Jesteś z Fundacji, szefie, co?

— Tak, proszę pana. Kiedy Pierwszy Obywatel przejął władzę, miałem już za sobą osiemnaście lat służby we flocie Fundacji.

— I szkołę inżynierską w Fundacji?

— Dyplom wykwalifikowanego technologa pierwszej klasy zrobiony w Szkole Głównej na Anakreonie.

— Nieźle. I znalazłeś to tam, gdzie ci poleciłem szukać — w segmencie łączności?

— Tak, proszę pana.

— Czy to należy do normalnego wyposażenia?

— Nie, proszę pana.



28 из 236