Drugi świadek, emeryt z czwartego piętra, wracał właśnie do domu, list wyjmował ze skrzynki w holu, kiedy ta kobieta wyszła z windy. Zauważył oryginalny płaszcz i rozczochrane włosy dzięki temu, że za młodu był krawcem i na wygląd zewnętrzny kobiet zwracał baczną uwagę. Śpieszyła się, wybiegła na ulicę, jakby ją kto gonił, obcasami stukała. Nie zna jej, jakaś obca, pierwszy raz ją widział, na pewno nie z tego domu.

Trzecim świadkiem była piętnastoletnia dziewczynka z zabandażowaną nogą, skręconą w kostce. Przez tę nogę nie poszła do szkoły i czekała na koleżankę tak niecierpliwie, że nadsłuchiwała szczękania windy i wyglądała przez wizjer. Szczęknęło, wyjrzała, zobaczyła jakąś panią, która rozejrzała się po holu, na numery drzwi patrzyła i poszła w bok, chyba do tego mieszkania na prawo. Miała przepiękny płaszcz i przepiękne pantofle, przez chwilę było ją widać całą. Niby obca, ale ona zna tę twarz, widziała ją w telewizji, doskonale pamięta, to była ta pisarka, Chmielewska, albo jakaś osoba bardzo do niej podobna…

Henio Piegża poczuł się nieswojo. O jakiejś podobnej osobie nie mogło być mowy, znał ten płaszcz i wiedział, do kogo należy. Wszystko inne też się zgadzało, szczególnie fryzura. Ta potworna kobieta była tutaj dokładnie w tym czasie, kiedy ofiary wydawały ostatni dech, spędziła z nimi parę minut i uciekła. Dlaczego uciekła…?

Nie tyle może płaszcz, ile jego zawartość wytrąciła, go nieco z równowagi i wywołała lekkie roztargnienie. Jacuś Szydłowicz mądrzył się dalej, obwąchując naczynia w kuchni.



15 из 187