– Potrafię, bo jeździłam po mieście z zegarkiem w ręku. W tym ostatnim mieszkaniu umówiona byłam ściśle, na szesnastą dziesięć. Wyliczałam czas do tyłu, dziesięć minut na dojazd, przedtem dziesięć na oglądanie, razem dwadzieścia, pięć na nieprzewidziane przeszkody i zgadzało się, byłam tam o piętnastej czterdzieści pięć. Mogę się mylić o pół minuty.

Henio westchnął potężnie i smętnie. – A oni umarli w granicach czternasta trzydzieści, piętnasta trzydzieści. Myśmy przyjechali o szesnastej piętnaście, doktor w pięć minut później, szesnasta dwadzieścia. Wedle Tyrana, pani ich mogła pomordować własną ręką i nawet motyw mu kwitnie. Złoto. Widziała pani to złoto?

– Jedną sztukę. Obejrzałam ją bez podawania rąk. Mam na myśli, że schyliłam się, ale do ręki nie brałam, bo całkiem na głowę nie upadłam. Dwadzieścia dolarów w dobrym stanie.

– Znaleźliśmy jeszcze i drugą sztukę, dalej pod ścianą, widocznie się potoczyła. To ścierwo, Jacuś, twierdzi, że kasetka upadła, wyleciała z rąk denatowi już otwarta i wszystko się z niej wysypało. Pieniądz okrągły, więc się toczy. Ale w ogóle było tam tego dużo.

– Jeszcze musisz mu powiedzieć, gdzie byłaś potem – przypomniał Janusz. – Bo może pojechałaś zakopywać ten łup.

Zgrzytnęłam zębami, ale Henia było mi żal, więc stłumiłam wewnętrzne protesty.

– Potem półtorej godziny z groszami spędziłam w lokalu na Krasickiego. Wcale nie było mi łatwo decydować za Teresę i trochę się powahałam. A potem jeszcze skoczyłam na Batuty, bo miałam same wątpliwości i chciałam się ich pozbyć, tam też był adres, pod tym adresem dwóch homoseksualistów, ja ich wprawdzie nie rozróżniam, ale jeden był umalowany i w damskim szlafroku, więc rzuciło mi się w oczy. Pogadaliśmy parę minut, za te same pieniądze mieszkanie gorsze, uspokoiłam się zatem, i potem, wychodząc, spotkałam na schodach mojego kumpla, który tam mieszka, i poszłam do niego z wizytą na pół godziny, dwa piętra wyżej. To już była co najmniej osiemnasta trzydzieści. Potem wróciłam do domu, Janusz wie kiedy.



19 из 187